Mimo iż dzięki Ivanne krasnoludy odzyskały Az Kazam, niektóre wciąż jej dokuczały. Przezywały ją "odmieniec"," mutant","brzydula", a nawet "elf"( u krasnoludów ten przydomek jest obraźliwy). Dwa dni po skończonych 7 urodzinach postanowiła pójść na spacer. Na szczęście nie gubiła się już wśród korytarzy. Z uśmiechem na twarzy, szła ku zielarce Elenie, jej nowej przyjaciółce. Elena pomagała Ivanne z opanowaniem zmęczenia po użyciu magii. Przygotowywała jej eliksiry, napary, uczyła rozróżniać zioła i opanowywać podstawowe zaklęcia. Zamyśliła się i nie zauważyła, jak jeden z krasnoludów podłożył jej nogę. Potknęła się i upadła, obijając kolana na marmurowej posadzce.
- Ojoj, biedna brzydulko, nic się nie stało?-spytał drwiąco krasnolud, mający na około 15 lat.
Ivanne podniosła się i otrzepała zieloną sukienkę. Potarła bolące kolano. Nie odezwała się. Nie chciała,by koszmar się powtórzył.
-Nie umiesz mówić?- zadrwił z niej kolejny krasnolud.
Ivanne zaczęła się cofać i wpadła na kogoś, kto chwycił ją za ręce.
-Zostawcie ją.-powiedział głos za jej plecami. Z ulgą stwierdziła, że należy do Killego.
- Patrzcie, patrzcie! Kili w obronie swojej małej siostrzyczki!-drwili sobie z księcia.
-Masz jakiś problem dan?-spytał groźnie Kili.
-Jaki odważny! Może poszukasz sobie swojego ojca elfa, co?
Kili wziął Ivanne za rączkę i powiedział:
-Chodźmy stąd.
Nie zrobili kroku, a Dan odezwał się z pogardą:
- Jesteś elfem, nie krasnoludem. Tylko elfy uciekają jak tchórze.
Ivanne wyrwała się Killemu i podbiegła do Dana.
-Nie nazywaj mojego brata elfem!- to mówiąc zrobiła ruch ręką a telepatyczna siła odrzuciła go do tyłu. Zachwiała się na nogach. Kili wziął ją na ręce i razem poszli do Eleny. Po drodze Ivanne spytała się:
-Dlaczego niec im nie powiedziałeś? Dlaczego nazwali cię elfem?
- Przyzwyczaiłem się do tego. Od kiedy byłem mały, krasnoludy szydziły ze mnie. Pewnie dlatego, że jestem szczuplejszy od nich i nie zapuszczam brody.-wyznał.
-Dla mnie zawsze będziesz krasnoludem.-wtuliła białą główkę w jego długie włosy. Kili uśmiechnął się.
-A ty zawsze będziesz moją małą siostrzyczką.
Stanęli przed chatą. Jak zapewne się domyślacie, była wykuta z kamienia, a raczej wydrążona w skale. Tylko drzwi były drewniane. Zapukali mosiężną kołatką.
(Puk, puk.)
Otworzyła im młoda kobieta. Krótkie jasnobrązowe włosy opadały jej na twarz, zasłaniając czarne oczy. Była krasnoludką, lecz nie nosiła brody.
- Elena!-krzyknęła Ivanne.
-Ive!-odpowiedziała równie radośnie krasnoludka. Weszli do środka. Z sufitu zwisały wiązki ziół, stół był zapełniony moździerzami przeróżnych wielkości. W kącie stało łóżko a obok niego na podłodze leżały skóry. W kominku wesoło trzaskał ogień. Usiedli na podłodze.
- Co was do mnie sprowadza?-spytała Elena.
-Nie opanowałam tego zaklęcia telepatycznej siły.-odpowiedziała Ivanne.
-W czym problem?
- Za szybko się męczę.
-A wzięłaś kilka głębokich wdechów?-spytała zielarka.
-Yyyyy....nie.-przyznała Ivanne.
-A widzisz? Zawsze powtarzam: " Przed rzuceniem zaklęcia uspokój się. Oczyść umysł." A ty co?-popatrzyła na nią krytycznym okiem.
-Ojejciu...To takie ważne?
-Tak.
Kłóciły się jeszcze przez jakiś czas. Potem Ivanne wróciła z Kilim do domu. Leżąc już w łóżku, spytała jeszcze:
- Kili...czy byłbyś na mnie zły, gdybym... powiedziała Thorinowi o tych krasnoludach?
Kili popatrzył na nią uważnie.
- Nie...ale nie mów mu o tym. Muszę sobie z tym poradzić sam.-odpowiedział.
-Czasem warto zwrócić się do kogoś o pomoc.-stwierdziła Ivanne. Killego zaskoczyły jej słowa. Nikt mu tego dotychczas nie uświadomił. A już na pewno nie 7-letnia siostra.
-Dziękuję ci za radę, a teraz pora iść spać.- to mówiąc zgasił świecę i wyszedł z pokoju. Ivanne długo nie mogła zasnąć. Zeszła z łóżka i pobiegła wprost do komnaty Thorina. Opowiedziała mu o problemie Killego i o ich rozmowie.
-Martwię się o niego...-wyznała dziewczynka ze smutkiem.
-Spokojnie, słoneczko. Już wiem co zrobić.-rzekł Thorin.
Następnego dnia król wyjaśnił sprawę z całą bandą Dana. Okazało się, że krasnoludy zazdrościły Killemu wszystkiego- charakteru, postawy, umiejętności, a przede wszstkim tego, że niegdy się nie poddawał. Kili pogodził się z nimi i na ten czas w Ereborze zapanował spokój.
Blog dla fanów fantastyki i lubiących czytać. Pisane lekkim stylem, myślę że przyjemnie się czyta.
sobota, 27 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
Nieznana historia Śródziemia, Rozdział VII: Ukryta tajemnica
Jednak opieka nad małą wiedźminką okazała się trudniejsza niż przypuszczał. Ivanne była bardzo ciekawa i często wpakowywała się w tarapaty. Mała wciąż gubiła się wśród korytarzy Ereboru i zrozpaczony Thorin musiał ją szukać, godzinami przeszukując liczne zakamarki. Ostatnio gdy poszedł do zbrojowni, nie zauważył, że dziewczynka ruszyła za nim. Spostrzegł ją, gdy potknęła się o wielką tarczę. Nim zdążył pomyśleć co robi, chwycił Ivanne i odsunął od tarczy, która z głośnym echem upadła na kamienną posadzkę. Zamiast nakrzyczeć na dziewczynkę za jej nieostrożność, jakaś siła kazała mu ją przytulić. Starał się z tym walczyć,ale nie mógł zaprzeczyć-coraz bardziej przywiązywał się do Ivanne. Dziewczynka zastępowała mu kogoś, kogo bardzo pragnął mieć, a nie mógł- własne potomstwo. Przez błędy popełnione w młodości teraz był już za stary na żonę. Opierając sie o granitową poręcz od balkonu, rozmyślał o tym wszystkim. Głoś dziewczynki wyrwał go z zamyślenia.
- Chodź ze mną, chodź ze mną.-mówiła, ciągnąc go za szatę. Thorin uśmiechnął się i pozwolił się prowadzić Ivanne krętymi korytarzami Samotnej Góry. Zaprowadziła go do miejsca,które widział tylko raz w życiu. Stali przed wielkimi kamiennymi drzwiami pokrytymi kurzem i znakami runicznymi. Pewien krasnoludzki mag zaklął te drzwi,przez co nikt nie mógł ich otworzyć.
-Po co mnie tu przyprowadziłaś?-spytał.
-Zobacz.-odpowiedziała i podeszła do drzwi dotykając ich opuszkami palców. Zmarszczyła czółko i zacisnęła wąskie usta. Po chwili jej oczka rozbłysły szmaragdowym światłem, a z palców wyleciały zielone iskierki, które wchłonął kamień. Ivanne podbiegła do zdumionego Thorina.
-Popatrz teraz.-poprosiła i wzięła go za rękę. Znaki runiczne zajaśniały swoim właśnym, migotliwym blaskiem i wrota otworzyły się ukazując Thorinowi coś, czego nie spodziewał się ujrzeć-legendarny ogród Az Kazam.Przez parę minut stał z otwartymi ustami nie mogąc się poruszyć z wrażenia. Opanował się i wysunął rękę z uścisku dziewczynki. Uklęknął przy niej.
- Jak to zrobiłaś Ivanne?
Nie wiem...Kiedyś się zgubiłam, znalazłam te drzwi i... tak jakoś samo...-wyjaśniła patrząc na niego zielonymi oczkami. Spojrzał na jej podkrążone oczy. Zrozumiał, że magia wywołuje u niej zmęczenie.
-Nie musiałaś tego robić słoneczko.-rzekł, czując małe rączki oplatające jego szyję.
-Dziękuję za to, że mnie uratowałeś.-odpowiedziała usypiając w jego ramionach. Po ułożeniu Ivanne w pokoju chłopców, szybko poszedł podzielić się tą wiadomością. Obaj byli tak samo zdziwieni. Potem powiedzieli Derien, którą zaskoczył zaawansowany talent magiczny u wiedźminki.
Po powiadomieniu wszystkich mieszkańców Ereboru, krasnoludy zaczęły czulej traktować Ivanne, którą niedługo wkrótce nazwano "Cudownym Dzieckiem."
- Chodź ze mną, chodź ze mną.-mówiła, ciągnąc go za szatę. Thorin uśmiechnął się i pozwolił się prowadzić Ivanne krętymi korytarzami Samotnej Góry. Zaprowadziła go do miejsca,które widział tylko raz w życiu. Stali przed wielkimi kamiennymi drzwiami pokrytymi kurzem i znakami runicznymi. Pewien krasnoludzki mag zaklął te drzwi,przez co nikt nie mógł ich otworzyć.
-Po co mnie tu przyprowadziłaś?-spytał.
-Zobacz.-odpowiedziała i podeszła do drzwi dotykając ich opuszkami palców. Zmarszczyła czółko i zacisnęła wąskie usta. Po chwili jej oczka rozbłysły szmaragdowym światłem, a z palców wyleciały zielone iskierki, które wchłonął kamień. Ivanne podbiegła do zdumionego Thorina.
-Popatrz teraz.-poprosiła i wzięła go za rękę. Znaki runiczne zajaśniały swoim właśnym, migotliwym blaskiem i wrota otworzyły się ukazując Thorinowi coś, czego nie spodziewał się ujrzeć-legendarny ogród Az Kazam.Przez parę minut stał z otwartymi ustami nie mogąc się poruszyć z wrażenia. Opanował się i wysunął rękę z uścisku dziewczynki. Uklęknął przy niej.
- Jak to zrobiłaś Ivanne?
Nie wiem...Kiedyś się zgubiłam, znalazłam te drzwi i... tak jakoś samo...-wyjaśniła patrząc na niego zielonymi oczkami. Spojrzał na jej podkrążone oczy. Zrozumiał, że magia wywołuje u niej zmęczenie.
-Nie musiałaś tego robić słoneczko.-rzekł, czując małe rączki oplatające jego szyję.
-Dziękuję za to, że mnie uratowałeś.-odpowiedziała usypiając w jego ramionach. Po ułożeniu Ivanne w pokoju chłopców, szybko poszedł podzielić się tą wiadomością. Obaj byli tak samo zdziwieni. Potem powiedzieli Derien, którą zaskoczył zaawansowany talent magiczny u wiedźminki.
Po powiadomieniu wszystkich mieszkańców Ereboru, krasnoludy zaczęły czulej traktować Ivanne, którą niedługo wkrótce nazwano "Cudownym Dzieckiem."
piątek, 5 lipca 2013
Nieznana historia Śródziemia, Rozdział VI: Niespodzianka
Wkrótce potem Fili wyzdrowiał i razem z Kilim przystąpili do ceremonii wstąpienia do Nocnej Straży. Derien za namową chłopców zamieszkała w Ereborze, ku wielkiemu zaskoczeniu krasnoludów. Zbliżał się Bogaty Tydzień, czyli 7 dni handlowania najróżniejszymi towarami w całym królestwie. To wielkie święto odbywało się raz w roku, więc z tej okazji Fili i Kili ubrali błękitne płaszcze królewskie. Thorin także się wystroił, bo jako król musiał się dobrze prezentować. Gdy już wszyscy zebrali się na rynku, Thorin wygłosił krótką mowę, po czym zebrani zabrali się za świętowanie. Fili i Kili podeszli bliżej, kiedy zauważyli panikę w tłumie i odgłosy walki. przeciskając się przez zgromadzonych ludzi ujrzeli trzech dorosłych męszczyzn znęcających się nad małą dziewczynką.
-Zostawcie ją!-krzyknęli.
Męszczyźni odwrócili się.
-Nie będzie mi rozkazywał jakiś dzieciuch!
-Zwracasz się do moich siostrzeńców.-rzekł Thorin wyłaniając się z tłumu.
-przepraszamy cię Królu pod Samotną Górą.-skulili potulnie głowy.
-Rozejść się-rozkazał Thorin.-Straże zabrać ich!-dodał wskazując męszczyzn.
Podszedł do dziewczynki.
-Co się stało słoneczko?-spytał czule.
Zielone, duże oczka popatrzyły na niego z przestrachem.
-Słoneczko?!-powiedział zszokowany Kili ale w odpowiedzi dostał tylko kuksańca od Fillego.
-Nic mi nie zrobisz?- spytała białowłosa dziewczynka.
-Oczywiście, że nie.-przyrzekł Thorin.
Zabierzesz mnie do domu?-spytała znowu.
-Tak.-odpowiedział.
Uśmiechnęła się ukazując rząd białych ząbków.
-Jak masz na imię?
- Ivanne.-rzekła.
-Dobrze Ivanne, zabierzemy cię do domu.-to mówiąc, Thorin wział ją na ręce i opuścił ceremonię.
Położył dziecko na łóżku i zaczął się jej przyglądać. Nie była krasnoludem,jej cera była zbyt blada.
Elfem też nie, uszy miała normalne. Wampir, wilkołak, człowiek-także nie
-Kim jesteś?- spytał sam siebie,gładząc jej białe jak śnieg włosy.
-To wiedźminka.-odezwała się nagle Derien wchodząc do pokoju.
-Wiedźminka? To niemożliwe...Jest za mała, a po za tym to dziewczynka...
Derien dokładnie obejrzała Ivanne i odsłoniła znamię na ramieniu dziecka. Spojrzała znacząco na Thorina.
- To córka Białego Wilka, najsłynniejszego wiedźmina w historii.-rzekła.
-Jak?! Wiedźmini nie mogą mieć dzieci.-stwierdził zszokowany Thorin.
-Owszem, to pierwszy taki przypadek. Jednak znamię na ramieniu mówi samo za siebie. To córka Geralta.-powtórzyła.
Thorin ciężko usiadł na fotelu. Zaczął gorączkowo mysleć. Córka wiedźmina? To niemożliwe. Wiedźmini od dawna nie zyją, po za tym nie mogą mieć dzieci. Jakim cudem? Jak to się stało? W takim razie kto jest jej matką?-pytania kłębiły sie w jego głowie, pozostając bez odpowiedzi.
-Co teraz zrobisz?-spytała Derien.
-Jak to co? Zaopiekuje się nią.-powiedział zdecydowanie. Wziął dziewczynkę na ręce i wyniósł do swojej komnaty, pozostawiając Derien w ogromnym zdumieniu.
-Zostawcie ją!-krzyknęli.
Męszczyźni odwrócili się.
-Nie będzie mi rozkazywał jakiś dzieciuch!
-Zwracasz się do moich siostrzeńców.-rzekł Thorin wyłaniając się z tłumu.
-przepraszamy cię Królu pod Samotną Górą.-skulili potulnie głowy.
-Rozejść się-rozkazał Thorin.-Straże zabrać ich!-dodał wskazując męszczyzn.
Podszedł do dziewczynki.
-Co się stało słoneczko?-spytał czule.
Zielone, duże oczka popatrzyły na niego z przestrachem.
-Słoneczko?!-powiedział zszokowany Kili ale w odpowiedzi dostał tylko kuksańca od Fillego.
-Nic mi nie zrobisz?- spytała białowłosa dziewczynka.
-Oczywiście, że nie.-przyrzekł Thorin.
Zabierzesz mnie do domu?-spytała znowu.
-Tak.-odpowiedział.
Uśmiechnęła się ukazując rząd białych ząbków.
-Jak masz na imię?
- Ivanne.-rzekła.
-Dobrze Ivanne, zabierzemy cię do domu.-to mówiąc, Thorin wział ją na ręce i opuścił ceremonię.
Położył dziecko na łóżku i zaczął się jej przyglądać. Nie była krasnoludem,jej cera była zbyt blada.
Elfem też nie, uszy miała normalne. Wampir, wilkołak, człowiek-także nie
-Kim jesteś?- spytał sam siebie,gładząc jej białe jak śnieg włosy.
-To wiedźminka.-odezwała się nagle Derien wchodząc do pokoju.
-Wiedźminka? To niemożliwe...Jest za mała, a po za tym to dziewczynka...
Derien dokładnie obejrzała Ivanne i odsłoniła znamię na ramieniu dziecka. Spojrzała znacząco na Thorina.
- To córka Białego Wilka, najsłynniejszego wiedźmina w historii.-rzekła.
-Jak?! Wiedźmini nie mogą mieć dzieci.-stwierdził zszokowany Thorin.
-Owszem, to pierwszy taki przypadek. Jednak znamię na ramieniu mówi samo za siebie. To córka Geralta.-powtórzyła.
Thorin ciężko usiadł na fotelu. Zaczął gorączkowo mysleć. Córka wiedźmina? To niemożliwe. Wiedźmini od dawna nie zyją, po za tym nie mogą mieć dzieci. Jakim cudem? Jak to się stało? W takim razie kto jest jej matką?-pytania kłębiły sie w jego głowie, pozostając bez odpowiedzi.
-Co teraz zrobisz?-spytała Derien.
-Jak to co? Zaopiekuje się nią.-powiedział zdecydowanie. Wziął dziewczynkę na ręce i wyniósł do swojej komnaty, pozostawiając Derien w ogromnym zdumieniu.
poniedziałek, 1 lipca 2013
Nieznana historia Śródziemia, Rozdział V: Nieoczekiwana pomoc
Kili był już w drodze do domu. Fili natomiast czuł się coraz gorzej. Był blady, miał gorączkę a do tego zaczynało brakować opatrunków. Kili martwił się, bo zostało im jeszcze kilka dni drogi i nie wiedział czy brat wróci żywy. Jedyną pociechą było to, że rana przestała krwawić. Gotując bandaże i rozcierając zioła, myślał nad wysłaniem wiadomości, która przyspieszyła by powrót. Problem w tym, że nie wiedział jak to zrobić, nie zostawiając Fillego samego. "No cóż-pomyślał wstając- może nam się uda. Zostaje mi tylko nadzieja." I nałożył zieloną papkę z ziół na ranę. Fili skrzywił się i mocno zacisnął zęby.
-Przepraszam, ale wiesz że to konieczne.-powiedział Kili przykładając mokry opatrunek i owijając bandaż. Fili skinął tylko głową. Po chwili usnął oddychając ciężko. Kili naciągnął kaptur i czuwał do rana.
/..../..../.../.../.../..../
Kili obudził się nagle, czując palący ból na szyji. Chwycił za rozżażony amulet runiczny i zerwał się na równe nogi.
"Nie jesteśmy tu sami."
Dogasił ognisko, spakował się i podniósł nosze, na których leżał Fili. Szedł przez ciemne pustkowie, czując żwir pod stopami. Na horyzoncie majaczył się już szczyt Ereboru. Nim dotarli do polowy drogi, Kili ujrzał zakapturzoną postać zmierzającą w ich stronę. Amulet znów dał mu sygnał o niebezpieczeństwie. Właśnie wtedy podeszła do niego.
- Kim jesteś?-spytała zdejmując kaptur okalający burzę czarnych loków.
-A ty?
- Jestem Derien, Druidka na Pustkowiu.-odpowiedziała uważnie go obserwując.
-Kili, książę pod Samotna Górą.-rzekł.
-A ten na noszach?-spytała Druidka podchodząc do noszy.
- To mój brat. Jest ciężko ranny.
-Czy mogę go zobaczyć?Uwierz, znam się na tym.-dodała widząc niewyraźną minę Killego.
Skinął głową na potwierdzenie. Gdy Derien odsłoniła bandaże,skrzywiła się a potem dotknęła ręką rany. Wyleciał z niej czarny płyn.
-Rana jest skażona. Prawdobodobnie miecz był zatruty Xencolis, więc twój brat na razie będzie nieprzytomny.-wytarła ręce o swój płaszcz.
-Potrafisz go wyleczyć?-spytał Kili.
-Myślę, że tak. Tylko... musiałbyś zboczyć z kursu. Mój dom leży niedaleko...
- Nie. Musimy zmierzać prosto do Ereboru.- stanowczo powiedział Kili.- Na pewno wuj się o nas martwi.-dodał.
Derien pokręciła tylko głową.
-Niech będzie. Pójdę z wami.-odparła.
I ruszyli już we trójkę ku Samotnej Górze.
Podczas postoju Kili zauważył,że driudka ma przy sobie miecz.
-Od kiedy druidzi noszą miecz?-spytał.
-Od czasu kiedy zaczęto na nich napadać.-odpowiedziała.
Jeszcze bardziej zdziwił go "magiczny kij", którym Derien rzucała czary.
-A od kiedy druidzi czarują?
-Widzę że mało o nas wiesz... Jednak nie do końca jestem druidką. Zajmuję się trochę czarami, trochę zielarstwem, trochę walką. Jestem kimś pomiędzy czarodziejką, zielarką a wojowniczką.-wyjaśniła spokojnie. Wrzucając zioła do dużego kotła i mamrocząc dziwne zaklęcia pod nosem, wciąż obserwowała Killego. Zaintrygował ją ten młody krasnolud. Silny, waleczny,lekko zadziorny. Kiedyś spotkałam podobnego.-rozmyślała. Następnego dnia byli juz u podnóża góry. Thorin wyszedł im na spotkanie.
-Kili nareszcie! A gdzie Fili...-niekoncząc zdania podbiegł do noszy.-Medycy! Zabrać go do komnaty!-krzyknął. Grupa krasnoludów wniosła Fillego do środka.
-A ty to kto?-spytał Thorin.
- Nie poznajesz mnie Thorinie?-rzekła odsłaniając kaptur.
-Derien...odrzekł Thorin z niesmakiem i ruszył do drzwi.
-Co mu sie stało?-spytał Kili gdy razem z Derien szli za Thorinem.
-Och to długa historia. On był ranny, ja go znalazłam, uleczyłam, nawet mnie polubił...Może by między anmi coś zaszłao gdyby nie to.-mówiąc odsłoniła burzę czarnych loków pokazując spiczaste ucho.
- No tak...-rzekł Kili.-Zaprowadzę cię do pokoju.
-Dobrze.-odpowiedziała i ruszyli bogatymi korytarzami Ereboru.
-Przepraszam, ale wiesz że to konieczne.-powiedział Kili przykładając mokry opatrunek i owijając bandaż. Fili skinął tylko głową. Po chwili usnął oddychając ciężko. Kili naciągnął kaptur i czuwał do rana.
/..../..../.../.../.../..../
Kili obudził się nagle, czując palący ból na szyji. Chwycił za rozżażony amulet runiczny i zerwał się na równe nogi.
"Nie jesteśmy tu sami."
Dogasił ognisko, spakował się i podniósł nosze, na których leżał Fili. Szedł przez ciemne pustkowie, czując żwir pod stopami. Na horyzoncie majaczył się już szczyt Ereboru. Nim dotarli do polowy drogi, Kili ujrzał zakapturzoną postać zmierzającą w ich stronę. Amulet znów dał mu sygnał o niebezpieczeństwie. Właśnie wtedy podeszła do niego.
- Kim jesteś?-spytała zdejmując kaptur okalający burzę czarnych loków.
-A ty?
- Jestem Derien, Druidka na Pustkowiu.-odpowiedziała uważnie go obserwując.
-Kili, książę pod Samotna Górą.-rzekł.
-A ten na noszach?-spytała Druidka podchodząc do noszy.
- To mój brat. Jest ciężko ranny.
-Czy mogę go zobaczyć?Uwierz, znam się na tym.-dodała widząc niewyraźną minę Killego.
Skinął głową na potwierdzenie. Gdy Derien odsłoniła bandaże,skrzywiła się a potem dotknęła ręką rany. Wyleciał z niej czarny płyn.
-Rana jest skażona. Prawdobodobnie miecz był zatruty Xencolis, więc twój brat na razie będzie nieprzytomny.-wytarła ręce o swój płaszcz.
-Potrafisz go wyleczyć?-spytał Kili.
-Myślę, że tak. Tylko... musiałbyś zboczyć z kursu. Mój dom leży niedaleko...
- Nie. Musimy zmierzać prosto do Ereboru.- stanowczo powiedział Kili.- Na pewno wuj się o nas martwi.-dodał.
Derien pokręciła tylko głową.
-Niech będzie. Pójdę z wami.-odparła.
I ruszyli już we trójkę ku Samotnej Górze.
Podczas postoju Kili zauważył,że driudka ma przy sobie miecz.
-Od kiedy druidzi noszą miecz?-spytał.
-Od czasu kiedy zaczęto na nich napadać.-odpowiedziała.
Jeszcze bardziej zdziwił go "magiczny kij", którym Derien rzucała czary.
-A od kiedy druidzi czarują?
-Widzę że mało o nas wiesz... Jednak nie do końca jestem druidką. Zajmuję się trochę czarami, trochę zielarstwem, trochę walką. Jestem kimś pomiędzy czarodziejką, zielarką a wojowniczką.-wyjaśniła spokojnie. Wrzucając zioła do dużego kotła i mamrocząc dziwne zaklęcia pod nosem, wciąż obserwowała Killego. Zaintrygował ją ten młody krasnolud. Silny, waleczny,lekko zadziorny. Kiedyś spotkałam podobnego.-rozmyślała. Następnego dnia byli juz u podnóża góry. Thorin wyszedł im na spotkanie.
-Kili nareszcie! A gdzie Fili...-niekoncząc zdania podbiegł do noszy.-Medycy! Zabrać go do komnaty!-krzyknął. Grupa krasnoludów wniosła Fillego do środka.
-A ty to kto?-spytał Thorin.
- Nie poznajesz mnie Thorinie?-rzekła odsłaniając kaptur.
-Derien...odrzekł Thorin z niesmakiem i ruszył do drzwi.
-Co mu sie stało?-spytał Kili gdy razem z Derien szli za Thorinem.
-Och to długa historia. On był ranny, ja go znalazłam, uleczyłam, nawet mnie polubił...Może by między anmi coś zaszłao gdyby nie to.-mówiąc odsłoniła burzę czarnych loków pokazując spiczaste ucho.
- No tak...-rzekł Kili.-Zaprowadzę cię do pokoju.
-Dobrze.-odpowiedziała i ruszyli bogatymi korytarzami Ereboru.
piątek, 21 czerwca 2013
Nieznana historia Śródziemia, Rozdział IV: Nocna straż
Kiedy Fili i Kili dorośli już do wieku męskiego (16 lat) musieli odbyć egzamin "Nocnej Straży".
"Nocna Straż" to elitarna grupa krasnoludów stojąca na straży królestwa. Odznaczali się odwagą, sprytem, honorem i wytrwałością. Byli najlepszym oddziałem na bitwach. Egzamin składał się z trzech części:
-warty nocnej,
- patrolu okolicznych lasów,
- śledzeniu wroga.
Tak więc, gdy nastała wiosna, Fili i Kili przystąpili do egzaminu. Wbrew pozorom to najgorsza pora roku, ponieważ zaczynają topnieć śniegi, wszędzie jest mokro i ciężko przedzierać się przez las. Bracia przyszli w umówione miejsce. Stojąc przy wysokim dębie, czekali na Mistrza. W końcu, po wydaniu dokładnych instrukcji, ich Mistrz opuścił polanę.
- Nudzi mi się.
- Ciii! Musimy być cicho,żeby nikt nas nie usłyszał.-szepnął Fili.
- Dobrze, dobrze, ale po co tu patrolujemy?-spytał cicho Kili.
- Żeby rozwiązać tajemnicę "znikających porzeczek".-wyjaśnił z poważną miną Fili.
Po chwili zaczęli się śmiać, jednak Fili nie żartował. Od kilku tygodni, uprawy krasnoludzkich kobiet przepadały bez śladów. Nagle coś warknęło za ich plecami. Odwrócili się. Przed nimi stał 3 metrowy niedźwiedź. Nos był zmarszczony, oczy dziko błyszczały, a potężna paszcza ukazywała lśniące, ostre niczym brzytwa zęby.
- Na krasnoludzkich bogów...
-Fili rusz się! Zajmij go czymś!-krzyknął Kili i nałożył strzałę na cięciwę. Fili wyjął topór i zaczął nim machać, odwracając uwagę napastnika. Kili szybko wykorzystał okazję i strzelił. Strzała przebiła głowę niedźwiedzia. Zwierzęciem wstrząsnął potężny dreszcz i upadł głucho bez życia. Od strony góry nadbiegli już wartownicy odciągając zwłoki potwora. Mistrz pogratulował chłopcom i rzekł:
-Przeszliście pierwszą próbę.
- To pora ruszać. Masz mapę?
-Tak. Musimy iść ścieżką. okrążymy puszczę i wracamy.-powiedział Fili rozkładając mapę. Ruszyli ścieżką gęsiego. Po niecałej godzinie zdążyli już spotkać(i zabić) wielkie pająki,niedźwiedzie, oraz chmarę wściekłych pszczół. Spoceni, zmęczeni i pogryzieni przez owady, w całkowitej ciemności postanowili rozpalić ognisko.
- Czy musimy okrążyć całą mroczną puszczę?-spytał załamany Kili.
-Nie. Za 2 godziny powinniśmy już być na miejscu.
I faktycznie po 2 godzinach wyszli z lasu. Mistrz już na nich czekał:
- Przeszliście drugą próbę. Przed wami ostatnie zadanie.-to mówiąc zniknął im nagle z oczu.
- Zastanawiałeś się jak on to robi?
-Nie wiem. Trzeba będzie się go spytać przy najbliższej okazji.-rzekł Fili.
-Jeszcze tylko 16.
-17. -poprawił go Kili.
Ruszyli bezszelestnie wgłąb jaskini. I tak na samym początku zabili 2, potem 6 a potem 7. Weszli cicho do wielkiej groty irozdzielili się trzymając blisko ściany. Zobaczyli orka stojącego przy ognisku. Zaszli go od tyłu. Kili posłał mu strzałę a Fili dobił mieczem.
-No to możemy wracać.-powiedział.
Nie wyjdziecie stąd żywi!-zadudnił głos za ich plecami. W tym momencie w plecy Fillego został wbity miecz. Upadł na kolana, trzymając się za głębokąranę broczącą krwią.
- Fili!
Kili podbiegł do Szarego Orka i z krwiożerczą furią zadał mu grad ciosów, których ork nie zdążył odparować. W końcu upadł bez życia. Kili uklęknął przy bracie, szybko tamując krwotok.
-Nie możesz umrzeć! Rozumiesz? Nie umrzesz!-mówił,a łzy spadały do kałuży krwi.
"Nocna Straż" to elitarna grupa krasnoludów stojąca na straży królestwa. Odznaczali się odwagą, sprytem, honorem i wytrwałością. Byli najlepszym oddziałem na bitwach. Egzamin składał się z trzech części:
-warty nocnej,
- patrolu okolicznych lasów,
- śledzeniu wroga.
Tak więc, gdy nastała wiosna, Fili i Kili przystąpili do egzaminu. Wbrew pozorom to najgorsza pora roku, ponieważ zaczynają topnieć śniegi, wszędzie jest mokro i ciężko przedzierać się przez las. Bracia przyszli w umówione miejsce. Stojąc przy wysokim dębie, czekali na Mistrza. W końcu, po wydaniu dokładnych instrukcji, ich Mistrz opuścił polanę.
- Zadanie pierwsze: Nocna warta
- Nudzi mi się.
- Ciii! Musimy być cicho,żeby nikt nas nie usłyszał.-szepnął Fili.
- Dobrze, dobrze, ale po co tu patrolujemy?-spytał cicho Kili.
- Żeby rozwiązać tajemnicę "znikających porzeczek".-wyjaśnił z poważną miną Fili.
Po chwili zaczęli się śmiać, jednak Fili nie żartował. Od kilku tygodni, uprawy krasnoludzkich kobiet przepadały bez śladów. Nagle coś warknęło za ich plecami. Odwrócili się. Przed nimi stał 3 metrowy niedźwiedź. Nos był zmarszczony, oczy dziko błyszczały, a potężna paszcza ukazywała lśniące, ostre niczym brzytwa zęby.
- Na krasnoludzkich bogów...
-Fili rusz się! Zajmij go czymś!-krzyknął Kili i nałożył strzałę na cięciwę. Fili wyjął topór i zaczął nim machać, odwracając uwagę napastnika. Kili szybko wykorzystał okazję i strzelił. Strzała przebiła głowę niedźwiedzia. Zwierzęciem wstrząsnął potężny dreszcz i upadł głucho bez życia. Od strony góry nadbiegli już wartownicy odciągając zwłoki potwora. Mistrz pogratulował chłopcom i rzekł:
-Przeszliście pierwszą próbę.
- Zadanie drugie: Patrol Mrocznej Puszczy
- To pora ruszać. Masz mapę?
-Tak. Musimy iść ścieżką. okrążymy puszczę i wracamy.-powiedział Fili rozkładając mapę. Ruszyli ścieżką gęsiego. Po niecałej godzinie zdążyli już spotkać(i zabić) wielkie pająki,niedźwiedzie, oraz chmarę wściekłych pszczół. Spoceni, zmęczeni i pogryzieni przez owady, w całkowitej ciemności postanowili rozpalić ognisko.
- Czy musimy okrążyć całą mroczną puszczę?-spytał załamany Kili.
-Nie. Za 2 godziny powinniśmy już być na miejscu.
I faktycznie po 2 godzinach wyszli z lasu. Mistrz już na nich czekał:
- Przeszliście drugą próbę. Przed wami ostatnie zadanie.-to mówiąc zniknął im nagle z oczu.
- Zastanawiałeś się jak on to robi?
-Nie wiem. Trzeba będzie się go spytać przy najbliższej okazji.-rzekł Fili.
- Zadanie trzecie: Ślad nieprzyjaciela
-Jeszcze tylko 16.
-17. -poprawił go Kili.
Ruszyli bezszelestnie wgłąb jaskini. I tak na samym początku zabili 2, potem 6 a potem 7. Weszli cicho do wielkiej groty irozdzielili się trzymając blisko ściany. Zobaczyli orka stojącego przy ognisku. Zaszli go od tyłu. Kili posłał mu strzałę a Fili dobił mieczem.
-No to możemy wracać.-powiedział.
Nie wyjdziecie stąd żywi!-zadudnił głos za ich plecami. W tym momencie w plecy Fillego został wbity miecz. Upadł na kolana, trzymając się za głębokąranę broczącą krwią.
- Fili!
Kili podbiegł do Szarego Orka i z krwiożerczą furią zadał mu grad ciosów, których ork nie zdążył odparować. W końcu upadł bez życia. Kili uklęknął przy bracie, szybko tamując krwotok.
-Nie możesz umrzeć! Rozumiesz? Nie umrzesz!-mówił,a łzy spadały do kałuży krwi.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Nieznana historia Śródziemia, Rozdział III: Wychowanie
Kili i Fili szybko dorastali. Po skończonych ósmych urodzinach, Thorin zaczął ich szkolić fechtunku i walki wręcz. Godziny mijały im na machaniu mieczem, treningach, czyszczeniu i ulepszaniu oręża, tropieniu i kodowaniu(wiadomości zabezpieczone szyfrem). Po kilku miesiącach, chłopcy mieli dosyć. Nie robili już postępów, zaczęli uciekać z zajęć. Thorinowi się to nie spodobało. Wezwał siostrzeńców na rozmowę. Gdy wchodzili do sali tronowej, patrzył na ich posępne miny. Westchnął ciężko.
- Czemu to robicie?- spytał ze smutkiem.
Chłopcy nie odpowiadali przez dłuższy czas. W końcu odezwał się Fili:
- Mamy tego dosyć. Nic, tylko walczymy, biegamy, trenujemy... Nie mamy czasu na nasze zabawy z innymi krasnoludami..
Zapadła cisza.
- Po za tym kiedyś inaczej spędzaliśmy czas... Bawiłeś się z nami, rozmawiałeś. A teraz... szkolisz nas jak gdyby miała wybuchnąć wojna.-dodał Kili.
Thorin westchnął.
- Cokolwiek nie zrobię, to jest źle. Źle zrobiłem, że na was kiedyś nakrzyczałem. Uważacie, że robię źle szkoląc was. Nie wiem co mam robić. Naprawdę się staram,żeby było wam jak najlepiej...-wydusił z siebie i poczuł jak robi mu się lżej na sercu.
Chłopcy usiedli na kolanach wujka.
- I właśnie dlatego. Za bardzo się starasz wujku.- powiedział Fili.
-Fili ma rację.-rzekł Kili, ptrząc na wuja brązowymi oczami.
Thorin uśmiechnął się. Jeszcze nigdy rodzeństwo nie było tak zgodne ze sobą.
..../.../.../.../.../.../.../
Następnego dnia Thorin, idąc do pokoju chłopców niechcący podsłuchał rozmowę toczącą się za zamkniętymi drzwiami.
-Musisz mu powiedzieć! On i tak się o tym dowie.-mówił Fili.
-No wiem... tylko on tego nie zaakceptuje. Nie lubi tej broni... Ale to moja pasja...-mówił Kili.
-Jesteś najlepszy! Na pewno nie umknie to jego uwadze.
W tym momencie Thorin wszedł do komnaty.
- Co nie umknie mojej uwadze?
Fili i Kili znieruchomieli. Po chwili Kili odezwał się cicho:
- No bo... ja... no ten.. no...
Thorin podszedł i uklęknął. Kili ruszył w jego kierunku.
- Ja ... strzelam z łuku.
Teraz to Thorin znieruchomiał.
"Co?! Broń elfów?! Naszych największych wrogów! Jak on mógł?!"-krzyczał w myślach. Gwałtownie wyszedł z pokoju. Wskoczył na konia i pojechał w stronę Tajemniczej Puszczy. Po wyładowaniu złości, spróbował zdobyć się na refleksję.
"Czemu nie wybrał sobie topora? Albo miecza? Dlaczego ten łuk?"- myślał gorączkowo.
Olśniło go. Kili zawsze był szczupły i drobniejszy od swoich rówieśników. Ciężko mu było udźwignąć miecz a co dopiero topór.
"Szukał broni, która będzie lekka a jednocześnie zabójcza. Powinienem wrócić."- powiedział sobie w duchu i spiął konia. Mknął niczym strzała w stronę Ereboru. Zeskoczył z konia zanim ten zdołał się zatrzymać. Wbiegł po schodach na górę, do komnaty chłopców. Zastał tam tylko Fillego.
- Gdzie Kili?-wysapał.
- W sali tronowej.
Ruszył biegiem. Wpadł przez otwarte drzwi. Rozejrzał się. Zobaczył siostrzeńca, który stał przy kominku. W ręku trzymał swój łuk. Wetchnął ciężko i wrzucił go w buchające płomienie.
- Nie!!!- krzyknął Thorin i zaczął biec na drugi koniec sali. Kili obejrzał się zdziwiony. Wuj próbował ratować jego łuk, niestety na próżno. Thorin usiadł na krześle trzymając w dłoniach zwęglone drewno.
- Nie martw się, zrobię ci nowy.-powiedział, widząc na twarzy siostrzeńca szok.
- Ale ty...wyszedłeś tak nagle... myślałem, że...-mówił zdziwiony Kili.
- Owszem, byłem zły, bo nie mogłem tego zrozumieć. Ale zdałem sobie sprawę, że każdy z nas lubi coś innego. Nie mogę cię zmuszać, żebyś robił to co ja lub inne krasnoludy.
Kili uśmiechnął się niepewnie.
- No dobrze, teraz powiedz mi jak ma wyglądać ten nowy łuk. Bo myślałem, że może...- opowiadał Thorin i przez cały wieczór planowali wszystko: siłę naciągu, cięciwę, rozmiar łuku, ozdoby, strzały, kołczan, itd. Po tygodniu łuk był zrobiony. Przód zdobiły szmaragdowe runy układające się w imię "Kili". Po bokach znajdowały się szlifowane, błękitne szafiry. Był to ulubiony kamień krasnoludów( po za Sercem Góry, oczywiście).
Cięciwa została spleciona z grzywy jednorożca. Kili był zachwycony. Poprosił wujka o pomoc w ćwiczeniach, ale wkrótce stał się lepszy od niego. Niedługo potem otrzymał przydomek " Sokole Oko".
- Czemu to robicie?- spytał ze smutkiem.
Chłopcy nie odpowiadali przez dłuższy czas. W końcu odezwał się Fili:
- Mamy tego dosyć. Nic, tylko walczymy, biegamy, trenujemy... Nie mamy czasu na nasze zabawy z innymi krasnoludami..
Zapadła cisza.
- Po za tym kiedyś inaczej spędzaliśmy czas... Bawiłeś się z nami, rozmawiałeś. A teraz... szkolisz nas jak gdyby miała wybuchnąć wojna.-dodał Kili.
Thorin westchnął.
- Cokolwiek nie zrobię, to jest źle. Źle zrobiłem, że na was kiedyś nakrzyczałem. Uważacie, że robię źle szkoląc was. Nie wiem co mam robić. Naprawdę się staram,żeby było wam jak najlepiej...-wydusił z siebie i poczuł jak robi mu się lżej na sercu.
Chłopcy usiedli na kolanach wujka.
- I właśnie dlatego. Za bardzo się starasz wujku.- powiedział Fili.
-Fili ma rację.-rzekł Kili, ptrząc na wuja brązowymi oczami.
Thorin uśmiechnął się. Jeszcze nigdy rodzeństwo nie było tak zgodne ze sobą.
..../.../.../.../.../.../.../
Następnego dnia Thorin, idąc do pokoju chłopców niechcący podsłuchał rozmowę toczącą się za zamkniętymi drzwiami.
-Musisz mu powiedzieć! On i tak się o tym dowie.-mówił Fili.
-No wiem... tylko on tego nie zaakceptuje. Nie lubi tej broni... Ale to moja pasja...-mówił Kili.
-Jesteś najlepszy! Na pewno nie umknie to jego uwadze.
W tym momencie Thorin wszedł do komnaty.
- Co nie umknie mojej uwadze?
Fili i Kili znieruchomieli. Po chwili Kili odezwał się cicho:
- No bo... ja... no ten.. no...
Thorin podszedł i uklęknął. Kili ruszył w jego kierunku.
- Ja ... strzelam z łuku.
Teraz to Thorin znieruchomiał.
"Co?! Broń elfów?! Naszych największych wrogów! Jak on mógł?!"-krzyczał w myślach. Gwałtownie wyszedł z pokoju. Wskoczył na konia i pojechał w stronę Tajemniczej Puszczy. Po wyładowaniu złości, spróbował zdobyć się na refleksję.
"Czemu nie wybrał sobie topora? Albo miecza? Dlaczego ten łuk?"- myślał gorączkowo.
Olśniło go. Kili zawsze był szczupły i drobniejszy od swoich rówieśników. Ciężko mu było udźwignąć miecz a co dopiero topór.
"Szukał broni, która będzie lekka a jednocześnie zabójcza. Powinienem wrócić."- powiedział sobie w duchu i spiął konia. Mknął niczym strzała w stronę Ereboru. Zeskoczył z konia zanim ten zdołał się zatrzymać. Wbiegł po schodach na górę, do komnaty chłopców. Zastał tam tylko Fillego.
- Gdzie Kili?-wysapał.
- W sali tronowej.
Ruszył biegiem. Wpadł przez otwarte drzwi. Rozejrzał się. Zobaczył siostrzeńca, który stał przy kominku. W ręku trzymał swój łuk. Wetchnął ciężko i wrzucił go w buchające płomienie.
- Nie!!!- krzyknął Thorin i zaczął biec na drugi koniec sali. Kili obejrzał się zdziwiony. Wuj próbował ratować jego łuk, niestety na próżno. Thorin usiadł na krześle trzymając w dłoniach zwęglone drewno.
- Nie martw się, zrobię ci nowy.-powiedział, widząc na twarzy siostrzeńca szok.
- Ale ty...wyszedłeś tak nagle... myślałem, że...-mówił zdziwiony Kili.
- Owszem, byłem zły, bo nie mogłem tego zrozumieć. Ale zdałem sobie sprawę, że każdy z nas lubi coś innego. Nie mogę cię zmuszać, żebyś robił to co ja lub inne krasnoludy.
Kili uśmiechnął się niepewnie.
- No dobrze, teraz powiedz mi jak ma wyglądać ten nowy łuk. Bo myślałem, że może...- opowiadał Thorin i przez cały wieczór planowali wszystko: siłę naciągu, cięciwę, rozmiar łuku, ozdoby, strzały, kołczan, itd. Po tygodniu łuk był zrobiony. Przód zdobiły szmaragdowe runy układające się w imię "Kili". Po bokach znajdowały się szlifowane, błękitne szafiry. Był to ulubiony kamień krasnoludów( po za Sercem Góry, oczywiście).
Cięciwa została spleciona z grzywy jednorożca. Kili był zachwycony. Poprosił wujka o pomoc w ćwiczeniach, ale wkrótce stał się lepszy od niego. Niedługo potem otrzymał przydomek " Sokole Oko".
piątek, 14 czerwca 2013
Nieznana historia Śródziemia, Rozdział II : Siostrzeńcy
Gdy Thorin obudził się rano, stwierdził, że nie jest sam. Na nim leżały dwa małe krasnoludy pogrążone w głębokim śnie. Ich widok tak go rozbawił, że ledwo zdołał powstrzymać śmiech. W tym momencie Kili otworzył oczy. Ziewnął porządnie i spróbował się przeciągnąć. Zamiast tego zaczął gwałtownie spadać i gdyby nie ręka wujka, wylądowałby na podłodze z głośnym płaczem. Kili wisząc na ręce wujka, zaczął się śmiać. To obudziło Fillego, który również zaczął zsuwać się z łóżka. Thorin wstał i zaczął przyglądaćsię trzymanym w rękach siostrzeńcom. Na jego prawej ręce siedział(a raczej wisiał) Kili. Miał dopiero 4 latka, lecz jego brązowe włosy sięgały już do połowy szyji. Duże piwne oczy zawsze były roześmiane. Kili był ciekawski i często wpadał w kłopoty. Mimo wszystko starał się żeby wuj był z niego dumny i Thorin doceniał to. Przeniósł wzrok na Fillego. Był zupełnym przeciwieństwem brata. Jego włosy były długie i jasne a oczy bladoniebieskie. Fili był ciekawy, ale starał się naśladować wuja pod każdym względem. Bracia tak róznili się od siebie, że Thorin mimo wszystko ich do siebie porównywał. Z zamyślenia wyrwał go głos Killego:
-Wujku, pobawimy się?
Thorin opuścił ich na ziemię.
- A co chcecie robić?- spytał.
Kili i Fili spojrzeli na siebie znacząco.
-Wygłupiać się!-krzyknęli i rzucili się na wujka, który chwilę potem leżał już na podłodze.Malcy ciągnęli go za włosy, za brodę, skakali po nim. Thorin przez chwilę nie reagował ale w końcu włączył się do zabawy. Właśnie w tej chwili weszła służąca.
- Panie Thorinie...-rozejrzała się po komnacie i krzyknęła. Thorin, Fili i Kili zamarli ze zdziwienia. Zaraz po tym wybuchnęli głośnym śmiechem. Służka nie wiedząc co robić, oznajmiła:
- Śniadanie gotowe panie.- i wyszła.
- Wuju widziałeś jej minę!- powiedział Fili, papugując służącą.
Thorin uśmiechnął się.
- Widziałem. Pomogę wam się ubrać i zejdziemy na śniadanie- powiedział wstając. Wziął chłopców na ręce i zaniósł do komnaty, która była połączona z jego pokojem. Jednak ubranie chłopców okazało się trudniejsze niż sobie wyobrażał. biegali po komnacie i uciekali wujkowi, myśląc że to kolejna zabawa. W końcu Thorin nie wytrzymał.
-Dosyć tego! Czy tak zachowują się książęta?! Usiądźcie na łóżku!- krzyknął tak, że aż zatrzęsły się meble. Chłopcy w przerażeniu wykonali polecenie. Przez całe śniadanie nie odezwali się ani słowem. Przed obiadem Thorin postanowił zabrać ich na dwór. Uśmiechnął się i powoli podzszedł do nich. Wystraszony Kili szybko schował się za swoim starszym bratem. Zdziwiony Thorin przystanął.
"Może za ostro ich potraktowałem?To przecież tylko małe dzieci."- pomyślał,
Ukląkł i rozłożył ramiona.
-Nie musicie się mnie bać- rzekł cicho.
-A nie nakrzyczysz na nas?- spytał Kili i do jego piwnych oczu napłynęły łzy.
-Oczywiście, że nie.
Chłopcy podbiegli do niego i mocno sie przytulili.
-Zrozumcie, że musicie się mnie słuchać. Teraz to ja się wami opiekuję.- powiedział, czochrając im włosy.
-Wujku, wujku, wyjdziemy na dwór?- spytał Fili.
-Tylko załóżcie coś ciepłego.
Przez następne dwie godziny ganiali się po sniegu, tażali, lepili bałwana i urządzili bitwę na śnieżki. Gdy wracali do domu byli zmęczeni, mokrzy, ale szczęśliwi.
Chłopcy od razu poszli spać. Thorin obserwował ich przez jakiś czas, a potem ruszył do swojej komnaty i ... był szczęśliwy jak nigdy.
-Wujku, pobawimy się?
Thorin opuścił ich na ziemię.
- A co chcecie robić?- spytał.
Kili i Fili spojrzeli na siebie znacząco.
-Wygłupiać się!-krzyknęli i rzucili się na wujka, który chwilę potem leżał już na podłodze.Malcy ciągnęli go za włosy, za brodę, skakali po nim. Thorin przez chwilę nie reagował ale w końcu włączył się do zabawy. Właśnie w tej chwili weszła służąca.
- Panie Thorinie...-rozejrzała się po komnacie i krzyknęła. Thorin, Fili i Kili zamarli ze zdziwienia. Zaraz po tym wybuchnęli głośnym śmiechem. Służka nie wiedząc co robić, oznajmiła:
- Śniadanie gotowe panie.- i wyszła.
- Wuju widziałeś jej minę!- powiedział Fili, papugując służącą.
Thorin uśmiechnął się.
- Widziałem. Pomogę wam się ubrać i zejdziemy na śniadanie- powiedział wstając. Wziął chłopców na ręce i zaniósł do komnaty, która była połączona z jego pokojem. Jednak ubranie chłopców okazało się trudniejsze niż sobie wyobrażał. biegali po komnacie i uciekali wujkowi, myśląc że to kolejna zabawa. W końcu Thorin nie wytrzymał.
-Dosyć tego! Czy tak zachowują się książęta?! Usiądźcie na łóżku!- krzyknął tak, że aż zatrzęsły się meble. Chłopcy w przerażeniu wykonali polecenie. Przez całe śniadanie nie odezwali się ani słowem. Przed obiadem Thorin postanowił zabrać ich na dwór. Uśmiechnął się i powoli podzszedł do nich. Wystraszony Kili szybko schował się za swoim starszym bratem. Zdziwiony Thorin przystanął.
"Może za ostro ich potraktowałem?To przecież tylko małe dzieci."- pomyślał,
Ukląkł i rozłożył ramiona.
-Nie musicie się mnie bać- rzekł cicho.
-A nie nakrzyczysz na nas?- spytał Kili i do jego piwnych oczu napłynęły łzy.
-Oczywiście, że nie.
Chłopcy podbiegli do niego i mocno sie przytulili.
-Zrozumcie, że musicie się mnie słuchać. Teraz to ja się wami opiekuję.- powiedział, czochrając im włosy.
-Wujku, wujku, wyjdziemy na dwór?- spytał Fili.
-Tylko załóżcie coś ciepłego.
Przez następne dwie godziny ganiali się po sniegu, tażali, lepili bałwana i urządzili bitwę na śnieżki. Gdy wracali do domu byli zmęczeni, mokrzy, ale szczęśliwi.
Chłopcy od razu poszli spać. Thorin obserwował ich przez jakiś czas, a potem ruszył do swojej komnaty i ... był szczęśliwy jak nigdy.
Nieznana historia Śródziemia, Rozdział I: Początek
Nad Śródziemie nadciągała zima. Drzewa nie miały już liści, robiło się coraz zimniej; zaczął padać śnieg. Gdy Thorin wracał z wojny, zima na dobre przysypała Śródziemie. Mroczna Puszcza przypominała wielką kupę śniegu, a Samotna Góra stała się jedną, wielką zaspą. Kompania Thorina przemierzała zasypany trakt prowadzący do Ereboru. Wszyscy byli zziębnięci, przemoczeni i głodni. Po dwóch dniach marszu stanęli u bram. Cieszyli się, gdyż wiedzieli, że siostra Thorina- Dis przygotowała na ich powitanie ucztę. W tym czasie Dis wyglądała przez balkon. Gdy tylko zobaczyła swojego brata z resztą krasnoludów,szybko zbiegła na dół by ich przywitać.
- Nareszcie wróciłeś!- powiedziała do brata i przytuliła się. Po chwili jednak odsunęła się ze śmiechem.
-Fuu! Jesteś cały mokry!- rzekła, patrząc że on równierz się uśmiecha. Nagle złapał się za ramię, które obficie krwawiło.
-Medycy! Medycy! Szybko zabierzcie księcia do komnat!- rozkazała Dis, po czym zajęła się resztą kompanii. Po półgodzinie zajrzała do brata. Ubrany,umyty i wysuszony leżał z pół przymkniętymi powiekami.
- Jak się czujesz?- spytała siadając na skraju wielkiego łoża. Thorin spojrzał na nią.
- Dobrze, chociaż narobiłaś zbyt wielkiego zamieszania. To tylko mała rana.-dodał.
-Mała rana?! Ta "mała rana" rozciągała się na pół ramienia!
- Panikujesz.- stwierdził Thorin.
Dis nie odpowiedziała. Wiedziała, że jej starszy brat udaje przed nią twardego i dumnego krasnoluda.
W rzeczywistości tak nie było. Znała go lepiej niż pozostali. Gdy urodził się jej pierwszy syn- Fili, Thorin cieszył się jak głupi, że zostanie wujkiem. Zastanawiała się czy to odpowiedni moment, by oznajmić, że jest w drugiej ciąży. Wzięła kilka głębokich wdechów.
- Co się stało?- spytał, cały czas obserwując jej twarz.
-No bo... Nie wiem jak ci to powiedzieć... Ja...- zaczęła się jąkać.
- Co?
-Jestem w ciąży.
Thorina zamurowało. Nie przypuszczał, że jego siostra będzie jeszcze miała dzieci. Po chwili uśmiechnął się.
-Będę wujkiem!
Dis westchnęła z ulgą. Nie myślała, że tak łatwo potoczy się rozmowa. Gawędzili jeszcze jakiś czas, a potem zostawiła go samego. Po trzech miesiącach(bo tyle trwa ciąża u krasnoludów) odbył się poród. Na świat przyszedł mały chłopczyk, którego nazwali Kili. Jednak szczęscie w Ereborze nie trwało długo. Po niecałych 4 latach nadciągnęły wojska goblinów. Każdy krasnolud zdolny do walki, ruszył na wojnę. Szanse były niewyrównane. Goblinów było 5 razy więcej a krasnolusy lepiej walczyły. W powietrzu unosił się zapach krwi i smród gnijących ciał. Wszędzie było słychać szczęk stali. Thorin rozejrzał się. Zobaczył krasnoluda który wbijał miecz w króla goblinów. Ruszył mu na pomoc, patrząc jak otacza go coraz większa chmara przeciwników.
Nie zdążył jednak. Podszedł i uklęknął przy ciele wojownika. Zdjął hełm i ujrzał zakrwawioną twarz swojej siostry. Był zły i jednocześnie zrozpaczony. Jego łzy skapywały na jej bladą skórę. Otworzyła na chwilę oczy; krztusząc się krwią powiedziała:
-Zajmij się Filim i Kilim.. Tylko ty im pozostałeś..- wydała ostatnie tchnienie i znieruchomiała. Thorin jeszcze długo płakał przy jej ciele. Ocierając ostatnie łzy, wziął siostrę na ręce i ruszył w stronę Ereboru. Szedł szybko omijając ciała żołnierzy.jeszcze tego samego dnia odbył się pogrzeb. stojąc na balkonie, Thorin obserwował zachód słońca i śnieg, który połyskiwał niczym tysiące diamentów splamionych krwią.
- Nareszcie wróciłeś!- powiedziała do brata i przytuliła się. Po chwili jednak odsunęła się ze śmiechem.
-Fuu! Jesteś cały mokry!- rzekła, patrząc że on równierz się uśmiecha. Nagle złapał się za ramię, które obficie krwawiło.
-Medycy! Medycy! Szybko zabierzcie księcia do komnat!- rozkazała Dis, po czym zajęła się resztą kompanii. Po półgodzinie zajrzała do brata. Ubrany,umyty i wysuszony leżał z pół przymkniętymi powiekami.
- Jak się czujesz?- spytała siadając na skraju wielkiego łoża. Thorin spojrzał na nią.
- Dobrze, chociaż narobiłaś zbyt wielkiego zamieszania. To tylko mała rana.-dodał.
-Mała rana?! Ta "mała rana" rozciągała się na pół ramienia!
- Panikujesz.- stwierdził Thorin.
Dis nie odpowiedziała. Wiedziała, że jej starszy brat udaje przed nią twardego i dumnego krasnoluda.
W rzeczywistości tak nie było. Znała go lepiej niż pozostali. Gdy urodził się jej pierwszy syn- Fili, Thorin cieszył się jak głupi, że zostanie wujkiem. Zastanawiała się czy to odpowiedni moment, by oznajmić, że jest w drugiej ciąży. Wzięła kilka głębokich wdechów.
- Co się stało?- spytał, cały czas obserwując jej twarz.
-No bo... Nie wiem jak ci to powiedzieć... Ja...- zaczęła się jąkać.
- Co?
-Jestem w ciąży.
Thorina zamurowało. Nie przypuszczał, że jego siostra będzie jeszcze miała dzieci. Po chwili uśmiechnął się.
-Będę wujkiem!
Dis westchnęła z ulgą. Nie myślała, że tak łatwo potoczy się rozmowa. Gawędzili jeszcze jakiś czas, a potem zostawiła go samego. Po trzech miesiącach(bo tyle trwa ciąża u krasnoludów) odbył się poród. Na świat przyszedł mały chłopczyk, którego nazwali Kili. Jednak szczęscie w Ereborze nie trwało długo. Po niecałych 4 latach nadciągnęły wojska goblinów. Każdy krasnolud zdolny do walki, ruszył na wojnę. Szanse były niewyrównane. Goblinów było 5 razy więcej a krasnolusy lepiej walczyły. W powietrzu unosił się zapach krwi i smród gnijących ciał. Wszędzie było słychać szczęk stali. Thorin rozejrzał się. Zobaczył krasnoluda który wbijał miecz w króla goblinów. Ruszył mu na pomoc, patrząc jak otacza go coraz większa chmara przeciwników.
Nie zdążył jednak. Podszedł i uklęknął przy ciele wojownika. Zdjął hełm i ujrzał zakrwawioną twarz swojej siostry. Był zły i jednocześnie zrozpaczony. Jego łzy skapywały na jej bladą skórę. Otworzyła na chwilę oczy; krztusząc się krwią powiedziała:
-Zajmij się Filim i Kilim.. Tylko ty im pozostałeś..- wydała ostatnie tchnienie i znieruchomiała. Thorin jeszcze długo płakał przy jej ciele. Ocierając ostatnie łzy, wziął siostrę na ręce i ruszył w stronę Ereboru. Szedł szybko omijając ciała żołnierzy.jeszcze tego samego dnia odbył się pogrzeb. stojąc na balkonie, Thorin obserwował zachód słońca i śnieg, który połyskiwał niczym tysiące diamentów splamionych krwią.
Subskrybuj:
Posty (Atom)