piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział XVII: Natłok zmian

Ivanne padła na łóżku. W tej chwili wydawało jej się niezwykle miękkie i wygodne. Gdy już myślała, że zaśnie usłyszała donośne wołanie z dołu:
-Koniec przerwy!
Zsunęła się z tego jakże wygodnego mebla i powłócząc nogami, zeszła po schodach na dół.
-Najpierw każe mi wypocząć i nie pozwala mi wyruszyć w dalszą drogę, a teraz sam okłada mnie kijem.-burknęła pod nosem.
-O ile pamiętam, to był twój pomysł.-białowłosy odezwał się za jej plecami.- Nie narzucałbym ci takiego tempa, gdybyś została u mnie dłużej, to...
-Nie.-przerwała mu.-Moja rodzina się o mnie martwi.
-Ivanne, twoja rodzina jest tutaj.-wywrócił oczami.-Naprawdę nie musisz do nich wracać.
-Nie!-krzyknęła.
-Przecież to ja jestem twoim ojcem.-odparł spokojnie.
-Tak? A kto mnie wychowywał?! Kto opowiadał mi bajki na dobranoc?! Kto mnie przytulał, kiedy się bałam?! Kto opatrywał mi siniaki i zadrapania?! Ty?! Och, wybacz, ciebie w ogóle wtedy nie było!-spojrzała na niego ze złością.
-Owszem nie było mnie wtedy. Ale nie byłem gotowy i było łatwiej...
-I lepiej było opuścić mamę? Bo TOBIE było łatwiej?!
-To nie jest takie proste.-westchnął.
-Mylisz się.
-Jestem wiedźminem i nie sądziłem, że kiedyś będę mógł mieć dzieci.-starał się wyjaśnić ale to tylko pogorszyło sprawę.
-Popatrz, cuda się zdarzają!-zawołała z ironią w głosie.
-Nie kpij, proszę cię.-usiadł ciężko na krześle.
-Wiesz, co? Mogłeś mi w ogóle nie mówić, że jesteś moim ojcem.- podeszła do drzwi.-Bo bycie ojcem nie oznacza zapłodnienia kobiety.-wyszła na dwór.
Białowłosy ponownie westchnął."Pewnie ma rację.-pomyślał-kobiety prawie zawsze mają rację. Tylko dlaczego to do mnie nie dociera?"
-No ile mam jeszcze czekać? Poprawiasz fryzurę?-parsknęła Ivanne, nadal wrogo nastawiona.
Wiedźmin podniósł się powoli ruszył w ślad za dziewczyną. Spojrzała na niego z oddali. "3 dni.-przemknęło jej przez głowę-trzeba je dobrze wykorzystać."

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

Fili z radością żegnał elfy. Już miał wsiąść na konia, gdy nagle pojawił się przy nim Thranduil.
-Królu-krasnolud skłonił się.
-Książę Fili jestem ci niezmiernie wdzięczny, że mimo wszystko Thorin wykazał się zdrowym rozsądkiem i nie rozpętał wojny. Mam nadzieję, że nasza pomoc w poszukiwaniu księżniczki jakoś złagodzi gniew Króla pod Górą.-elf złożył ręce i spojrzał na Fillego.
-Król jest niezmiernie wdzięczny za pomoc.-odparł.
-Proszę jeszcze o jedno-Thranduil podał mu zwinęty rulon pergaminu.-Przekaż to Thorinowi.
-Oczywiście.-Fili wziął pergamin i schował za płaszcz. Skłonił sie jeszcze raz przed królem, poprawił juki i wsiadł na kucyka.
-Niechaj sprzyja ci szczęście, potomku Durina.-pożegnał go elf.
-I niechaj gwiazdy nad tobą czuwają.-dokończył krasnolud. Ruszyli leśną ścieżką, prowadzeni przez eskortę strażników. Gdy przejechali przez bramę Mrocznej Puszczy, wymienili to samo pozdrowienie i krasnoludy dalej ruszyły same.
-Jak to dobrze, że już koniec.-powiedział po pewnym czasie Fili.-Negocjacje to koszmar.
-Wiesz książę, takie są obowiązki królewskiej rodziny.-odparł Gloin.
-Tak ale...czasem wolałbym być zwykłym krasnoludem. Nikt nie musiałby mi się kłaniać, nie tytułowaliby mnie księciem, nie nosiłbym tych wykwintnych szat...a przede wszystkim nie ciążyła by na mnie taka odpowiedzialność...-westchnął.
Gloin przyjrzał się młodemu krasnoludowi. Był zamyślony, niebieskie oczy skupiły się na jakimś punkcie, dostrzegalnym tylko dla niego.
-To oznacza, że będziesz mądrym królem.-stwierdził.
-To miłe, nie mam jednak pojęcia, skąd możesz to wiedzieć przyjacielu.
-Takie rzeczy się po prostu czuje.-odparł Gloin.-a teraz nie smuć się; pomyśl, że w domu czeka na nas dobre, krasnoludzkie piwo!-zaśmiał się rudobrody krasnolud.
Fili spojrzał na niego i również się uśmiechnął.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

Ivanne siedziała na trawie. Czuła powiew wiatru targający jej włosy, delikatne promienie muskające jej twarz i delikatny zapach ziemi.
-Wycisz się, medytacja pomaga ci się oczyścić. Jest równie ważna przed walką jak i po niej.
-Jasne.-mruknęła.
-Wycisz się.
-Yhm.
-Uspokój myśli.
-Taa...
-Zapomnij o problemach.
-Czy...
-Kontroluj oddech.
-Czy wreszcie...
-Wyłącz zmysły.
-Czy wreszcie się zamkniesz?-wyszeptała z kpiącym uśmiechem na ustach, nie otwierając przy tym oczu. Wiedźmin zmierzył ją wzrokiem.
-Krasnoludzkie wychowanie.-mruknął.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

-Tu możemy urządzić postój.-stwierdził Fili, rozglądając się po niedużej polanie. Krasnoludy z ulgą przyjęły jego propozycję, zsiadając z koni.
-Kochana ziemia. Tęskniłem.-usłyszał i odwrocił się. Spjrzał na Gloina całującego ziemię. Wywrócił tylko oczami. Usiadł przy pomału powstającym obozowisku. Miał się właśnie zdrzemnąć, gdy spostrzegł tumany kurzu w oddali. Zbliżała się do nich postać na gniadym koniu. Fili przyjrzał się jej uważnie. Znał skądś tego konia...
Postać machnęła jakimś kijem, który zaświecił na zielono.
-To Derien!
Druidka wjechała do obozowiska. Zeskoczyła zziajana i zmęczona równie mocno jak jej koń. Fili podszedł do niej.
-Derien! Wszystko w porządku?-zapytał. Druidka zachwiała się na nogach i oparła o ramię krasnoluda.
-Pozwól mi usiąść.-wymamrotała tylko. Krasnolud posadził ją na trawie i oparł przy pobliskim konarze.
-Zajmijcie się jej koniem!- rozkazał swoim towrzyszom. Krasnoludy podeszły do Gniadowłosego i zaczęły zdejmować z niego juki.
-Derien, co się stało?-spojrzał na nią z niepokojem. Druidka zsunęła kaptur. Burza czarnych włosów wysypała się na jej ramiona. Napotkała wzrok Fillego. Była przerażona.
-Derien, co się...
-Oni nadchodzą Fili.-ścisnęła jego rękę.-Wszyscy. Cała trzynastka.
-Kto?-młody krasnolud nie wiedział o co jej chodzi.
-Sidorianie, Czarna Trzynastka, Jeźdźcy Śmierci, Wysłannicy Złego jak zwał tak zwał...Obudzili się, rozmumiesz?-rozejrzała się na boki.
-Czy to ci czarnoksiężnicy, którzy już raz podbili całe Śródziemie?
-To nie są zwykli czarnoksiężnicy! Sauron przy nich to zwykły wędrowny kuglarz!-krzyknęła, zwracając na siebie uwagę krasnoludów.
-Uspokój się Derien....Trzeba zawiadomić Thorina.-powiedział jakby do siebie. Wstał szybko.
-Koniec postoju, musimy jak najszybciej znaleźć się w Ereborze.-zarządził. Gloin spojrzał na niego zdziwiony.
-Ale przecież nie było jeszcze obiadu...
-Najemy się na miejscu. Wszyscy na koń!- to mówiąc wskoczył na konia. Krasnoludy złożyły prowizoryczny obóz i w ślad za przywódcą dosiadły wierzchowców.
-Zastanów się jeszcze książę, do Ereboru jeszcze 3 dni drogi, nie wiem czy...
-Gloin, rozumiem twą obawę ale mam ważną wiadomość do przekazania.
-Czy jest ona tak ważna, by przerywać obóz?
-Tak, może wybuchnąć wojna! I to nie byle jaka...

Towarzysze spojrzeli po sobie.

-Zatem ruszajmy.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

Ivanne patrzyła jak białowłosy owija jej nogę bandażem. Nie czuła już bólu, noga była praktycznie wyleczona. Po tamtym wspomnieniu została tylko blizna. Gorzej jednak było z jej plecami. Nie wyglądały tak źle jak wtedy, gdy ją uratował ale i tak pomimo różnych specyfików, rany nie dokońca chciały się zabliźnić. Wystarczył gwałtowniejszy ruch i wszystko pękało, powodując pieczenie i paraliż. Po jej intensywnych ćwiczeniach stan się pogorszył ale pomimo jego próśb, chciała dalej je kontynuować.

-Po co ci to?-zapytał, kończąc owijać nogę.
-A tobie?-odparowała. Nie odpowiedział, tylko zajął się jej plecami.
-Wiesz, całkiem nieźle ci idzie. Szybko się uczysz. Walczyłaś już kiedyś, prawda?-zmienił temat.
-Tak. I co z tego?
-Masz już jakieś doświadczenie, to dobrze.-stwierdził, polewając jej rany wodą. Syknęła cicho.
-Boli?-spytał z troską.
-Głupie pytanie.-ucięła krótko i stanowczo. Zapanowała cisza. Po chwili przerwała ją jednak:
-Na co mi to doświadczenie, skoro i tak dałam się złapać?
-Nie zawsze się wygrywa.
-Nie chodzi o wygraną, chodzi o sam fakt, że tak łatwo im poszło.-powiedziała cicho.
-To byli zawodowcy.-odpowiedział.-W ogóle po co chcesz walczyć? Jesteś księżniczką, masz pewnie mnóstwo osobistych strażników.
-Chcę się na coś przydać, a nie bezczynnie stać i patrzeć jak inni giną poświęcając się za mnie. Muszę się bronić sama.-wyjaśniła, jak gdyby było to coś oczywistego.
-Odważne.-skończył bandażować jej plecy. Zabrał butelki i wyszedł z pokoju. Ivanne słuchała jego oddalających się kroków i po chwili podbiegła do okna. Wyjrzała przez nie i pomyślała o Avisie.

"Gdzie jesteś mój biały, czworonożny przyjacielu? Jeśli jest obok ciebie tata, to powiedz mu, że wracam."-mówiła w myślach, patrząc w gwiazdy.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

Thorin wyszedł na balkon i oparł się o kamienną balustradę. Miał widok na całe miasto, które pomimo poźnej pory tętniło życiem. Spojrzał na gwiazdy, dziś było wyjątkowp bezchmurne niebo. Martwił się o Fillego, który długo nie wracał, Killego, który wciąż chodził smętny i o Ivanne, która była gdzieś tam...lub nie żyła. Pokręcił gwałtownie głową. Nie mógł tak myśleć, wiedział, że gdzieś tam jest, czuł to....Chyba, że zaczynał wariować.

-Auuu!-usłyszał wycie dochodzące z sąsiedniego pokoju. Pobiegł tam zaskoczony, wilk jego córki nigdy nie wył jeśli...nie czuł obecności swojej pani!
-Avis, co jest?-Thorin przyklęknął przy nim. Wilk trącił go nosem.

"Zobaczył. Opierała się o okno i patrzyła w niebo. Była smutna. Wyciągnęła rękę przed siebie.

-Avis, jeśli jest obok ciebie tata, powiedz mu, że wracam.-szepnęła cicho."

Thorin przetarł ze zdziwieniem oczy. Siedział w komnacie, przytulony do zwierzaka córki. Avis spojrzał na niego porozumiewawczo.
-Ona żyje.-zrozumiał.-Żyje...-odetchnął z ulgą.

 

 

 

 
 

środa, 17 grudnia 2014

Do wszystkich odwiedzających! I nie tylko :D

Przepraszam, że tak długo nic nie wstawiałam ale brak czasu, a przede wszystkim weny spowodował "zamrożenie" bloga. Miałam wrażenie, że utknęłam w martwym punkcie i totalnie nie miałam pojęcia jak z niego wybrnąć. Nie wiem, czy to dlatego, że święta idą jednak postanowiłam, że wezmę się w garść i doprowadzę tą historię do końca. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie :)
Pozdrawiam Wszystkich i zapraszam do czytania...i śledzenia :)

~Dragon Fan

wtorek, 16 grudnia 2014

Nieznana historia Śródziemia, Rozdział XVI: Co dalej? cz.2

-Czy wy się z mamą zmówiliście, czy co? Nie no, ja oszaleję.-wyrzuciła, wstając.-Mam tego dosyć. Moim ojcem jest Thorin, a mamy nie mam. Tak będzie najlepiej.
-I co? Będziesz udawać, że nic się nie stało?
-Tak.-odparła, unosząc głowę.

Mężczyzna westchnął przeciągle.
-Dobrze. Zrobisz jak zechcesz. Tylko musisz jeszcze wypocząć.
-Już wystarczająco długo odpoczywałam.
-Posłuchaj mnie uważnie Ivanne: Minął tydzień odkąd cię znalazłem, a uwierz mi, nawet krasnoludy potrzebują więcej czasu do regeneracji.-spojrzał jej w oczy.
Dziewczyna pokręciła głową.
-Zostanę jeszcze 5 dni. Ale musisz mnie nauczyć walczyć. Sporo już umiem jednak nie na tyle bym mogła sobie sama poradzić.-zdecydowała w końcu.
-Niech będzie.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

Thorin siedział w pokoju. Zdjął koronę z Arcyklejnotem i położył na stole.
-Thorine, chciałeś mnie widzieć.-usłyszał głos Balina dochodzący zza drzwi.
-Wejdź, proszę.-odparł zrezygnowany król.
-Co cię trapi? Coraz gorzej wyglądasz. Czy wszystko w porządku?-zapytał Balin, siadając naprzeciwko Thorina.
-Martwię się o Ivanne. To mnie przerasta. Nie mogę już dłużej panować w takim stanie...Poddani widzą, co się dzieje. Staram się wziąć w garść ale zwyczajnie nie mam już siły.
-Jako król powinnieneś oddzielić sparwy prywatne od spraw królestwa.
-Myślisz przyjacielu, że o tym nie wiem? -Thorin wstał i podszedł do okna.-Ona gdzieś tam jest. Czuję to.
-Thorinie, Ivanne na pewno żyje. To silna dziewczyna, wiesz, że sobie poradzi. Czy Fili wrócił już z delegacji?
-Nie, ma wrócić jutro po południu.
-A Kili?
-Od dwóch dni siedzi w ogrodzie...-westchnął król.
-Widzisz? Zajmijmy sie sprawami doczesnymi. Kili cię potrzebuje. Jest jak twój syn, to prawie twoja krew, na Durina, Thorinie! Jeśli pogrążysz się w rozpaczy to nie pomożesz nikomu.-stwierdził Balin, podchodząc do Thorina.
Król Pod Górą spojrzał na swojego przyjaciela.
-Masz rację, Balinie. Trzeba się w końcu wziąć do pracy. Moja silniejsza postawa, to lepsze samopoczucie chłopców.-wziął koronę, poprawił włosy i ruszył ku ogrodowi.
-Balinie, przygotuj posiedzenie rady za 15 minut. Wiesz o jakie posiedzenie mi chodzi.-uśmiechnął się i ruszył dalej, powiewając peleryną.
-Oczywiście, Wasza Wysokość.-odpowiedział, po czym dodał do siebie.-To jest Thorin jakiego znam.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

Fili ziewnął. "Nigdy więcej negocjacji z elfami."-pomyślał, siedząc przy wielkim stole i zajadając jakże smaczną zieleninę. Westchnął. Siedział tu od 3 dni, a negocjacje jak się zaczęły, tak nie ruszyły do przodu.
-Gloin, wytłumacz mi jeszcze raz, o czym wczoraj rozmawialiśmy?-szturchnął rudobrodego krasnoluda.
-Mój drogi książę, o podatkach i ich wysokości.
-Jakich na brodę Durina, podatkach?!
-Na ziemi niczyjej, granicy oddzielającej królestwo Erebor od Mrocznej Puszczy.
-Do cholery, po co podatki tam gdzie nikt nie mieszka?
-Chodzi o przejazd i opłatę za przekrocznie granicy.-wyjaśnił spokojnie Gloin.
Fili podrapał sie po głowie. "To bez sensu."
-I co ustaliliśmy?-zrobił wyniosłą minę, udając, że wszystko rozumie.
-1 denar za krasnoluda i 3 denary za 1 elfa.-odparł krasnolud.
-Czyli z zyskiem dla nas. To się wujowi spodoba. Ile to ma trwać?
-Traktat obowiązuje okres 3 lat.
-Świetnie. Rozumiem, że podpiszemy go dzisiaj?-zapytał z entuzjazmem Fili.
-Na to wygląda. Musisz jeszcze wygłosić przemowę, podziękowania i przyjąć przeprosiny od księcia Legollasa.-odpowiedział Gloin, przeglądając rozpiskę obrad.
-Najgorsze za nami.-stwierdził z ulgą książę Ereboru.-To ja ide się zdrzemnąć, a ty...masz czas wolny.
-Delegacje z tobą to czysta przyjemność.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

Thorin wszedł do ogrodu.
-Kili? Jesteś tu?-zawołał, rozglądając się.
-Wujek?-zapytał ze zdziwieniem młody krasnolud.-Co tu robisz? Wyszedłeś?
Thorin wywrócił oczami.
-Tak, wyszedłem i stwierdziłem, że cię poszukam.
Kili uśmiechnął się.
-To dobrze, że czujesz się lepiej...-spojrzał na fontannę. Kolorowa woda przybierała najróżniejsze kształty.-Wiesz wuju...Martwię się. A co jeśli coś jej się stało?
-Nawet tak nie mów.-Thorin przyklęknął obok siostrzeńca.-Znasz Ivanne i wiesz, że tak łatwo nie da się skrzywdzić. Zwiadowcy są na dobrym tropie, zobaczysz, niedługo znów ją zobaczymy.-uśmiechnął się do Killego.
Młody krasnolud westchnął. Dręczyły go wyrzuty sumienia. Wiedział, że Fili oszukał wuja po to, by poczuł się lepiej ale nie wiedział czy to dobry pomysł. Liczył na to, że siostra w końcu się z nimi skontaktuje. Widząc jednak, że wuj się uśmiecha i jest taki jak dawniej, uspokoił się i odegnał niepokojące myśli.
-Chodź Kili, zaraz zacznie się rada.-Thorin wstał i ruszył do wyjścia.-Kili?
-Tak, już idę.-młody książę ruszył za królem.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../

-Au!- wrzasnęła Ivanne, czując uderzenie na prawym ramieniu.
-Poddajesz się?-zapytał białowłosy.
-Nigdy!
-Ech, widać, że krasnoludy cię wychowywały.-mruknął zrzędliwie pod nosem.
-Nie marudź staruszku!-dziewczyna zamachnęła się i wykonała cięcie z góry.
-Skup się.-mężczyzna sparował cios i podciął ją. Ivanne wywinęła koziołka i padła jak długa na trawę. Białowłosy powoli do niej podszedł.
-1:30 dla mnie. To co, młoda, polecimy do 35?
-Szykuj się na porażkę.-dziewczyna wstała. Poczuła wirowanie w głowie i przysiadła gwałtownie.
-Często zdarza ci się coś takiego?-zapytał zaniepokojony, podtrzymując ją.
-Taak, właśnie dlatego ojciec wysłał mnie do elfów ale niestety nie dotarłam tam, gdyż porwał mnie mój dawny znajomy, świętej pamięci.-odparła trzymając się za głowę.
-Nawet humor masz krasnoludzki.-burknął. Dziewczyna zmierzyła go wściekle wzrokiem.
-Co do twoich "omdleń", musisz kontrolować poziom adrenaliny i osłabienia oragnizmu, a wrazie potrzeby zażyć to.-wyjął zza pazuchy małą buteleczkę. Ivanne przyjrzała się jej uważnie.
-Zażyłam to kiedyś jak byłam chora.
-Kiedy?
-Ranił mnie Cień i umierałam. Derien z Eleną dały mi to-wskazała na butlekę-i poczułam się lepiej.
-To wszystko wyjaśnia...-pokręcił z niedowierzaniem głową.
-Co wyjaśnia?
-Mogły dać ci za dużo albo za mało a twój organizm uzależnił się od tego specyfiku. Jak go wypijesz, dodaje Ci sił i czujesz się lepiej, jeśli go nie bierzesz mdlejesz i jesteś osłabiona...stponiowo umierasz. Musisz brać to po każdej pełni, a wszystko powinno byc dobrze.-wyjaśnił.
-Świetnie...Zawsze marzyłam o byciu uzaleznioną od magicznych specyfików.-parsknęła.
-Przesadzasz.To tylko jeden eliksir, mały eliksir.
Dziewczyna uniosła brew.
-Doprawdy.-wzięła butelkę i wypiła zawartość. Rzeczywiście, poczuła się zdecydowanie lepiej.
-Wiesz, co? Nie znoszę kiedy masz rację.-stwierdziła, patrząc na białowłosego
-Wiesz, co? Ja też nie.

.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../../.../.../.../

Derien galopowała przez pustkowia. Gdy zauważyła zieloną łunę na wschodzie, zwolniła. Dojechała po paru chwilach do lasu. Zeskoczyła z Gniadowłosego i spojrzała na ślady.
-Hm...-mruknęła, przyglądając sie odciskom w ziemi. Rozejrzała się. Tropy biegły dalej wgłąb lasu. Podeszła do juków i wyciągnęła swoją różdżkę. Ruszyła śladem dziwnych odcisków na ziemi. Robiło się coraz ciemniej, stuknęła różdżką o drogę, która rozbłysła. Derien ujrzała krew na drzewach i napis w Mrocznym Języku. Cofnęła się. Potknęła się o korzeń i upadła. Usłyszała trzask obok siebie. Machnęła różdżką i nagle pojawiła się na koniu. Ruszyła czym prędzej, nie oglądając się za siebie. Przerażona mamrotała tylko:
-Oni nadchodzą....Oni nadchodzą....

wtorek, 19 sierpnia 2014

Nieznana historia Śródziemia, Rozdział XV: Co dalej?

Ivanne kołysana jednostajnym krokiem klaczy, usnęła. Zbudził ją dopiero głos białowłosego mężczyzny:
-Wstawaj śpiochu. Jesteśmy na miejscu.
Dziewczyna przetarła zaspane oczy. Przed nią rozciągała się ogromna polana, na środku której stał nieduży domek.
-Co to za miejsce?- spytała zsiadając z konia.
-Tak jakby tu… mieszkam.
-Hm…podoba mi się.-stwierdziła.
-To dobrze, bo na razie tu zostaniesz.-odparł.
-Jak to zostanę?!- wykrzyknęła z oburzeniem, tupiąc nogą.- To się nazywa niewola!
-Nazywaj to sobie jak chcesz. Ja myślę, że to raczej… powrót do zdrowia.-odparował.
-I…I tak ucieknę!
-To uciekaj. Ale w lesie są niedźwiedzie, wilki, wielkie pająki, pchły i inne maszkary, a ty jesteś ranna i daleko nie uciekniesz. Zostaniesz co najwyżej ich obiadem i to też mizernym i śmierdzącym.-pokręcił głową z dezaprobatą.
Ivanne zaniemówiła. Mizerna? No fakt, ostatnio nie jadła zbyt wiele, ale to chyba nie dziwne, patrząc na ostatnie wydarzenia. Ale śmierdząca?
-Jak to „śmierdząca”?! A jak niby miałam się umyć?
-O tym właśnie mówię.-otworzył przed nią drzwi i gestem zaprosił do środka.-Cała chatka jest do twojej dyspozycji, po za moim pokojem.-powiedział mężczyzna.
Zmierzyła go wściekle wzrokiem. Jego twarz skrywał cień kaptura, ale Ivanne mogła przysiąc, że białowłosy się uśmiechnął.
…./…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/
Thorin ostatnio źle sypiał. Budził się w środku nocy, zlany potem po kolejnym koszmarze. Jego podkrążone oczy, zamglony wzrok, pogłębiające się zmarszczki na zmęczonej twarzy i coraz szybciej siwiejące włosy mówiły same za siebie. Do tego omdlenia…
Fili i Kili z dnia na dzień coraz bardziej martwili się o wuja. A wszystko to było związane z zaginięciem Ivanne. Dlatego gdy zwiadowcy wreszcie cos znaleźli , bracia natychmiast pobiegli do Thorina.
Król Ereboru siedział na tronie, nieobecnym wzrokiem przeglądając papiery.
-Wuju! Mamy wieści!-krzyknął Kili podbiegając do tronu. Twarz Thorina natychmiast się ożywiła.
-Mówcie.
Fili skinął głową.
-To tak…Nasi zwiadowcy znaleźli szczątki obozu Nocnego Łowcy. Grupa została rozbita, a głowa dowódcy wbita na pal i postawiona na środku zgliszcz z obozu. Avis po dokładnym przeszukaniu znalazł zwęglone ubranie Ivanne oraz jej rzeczy. Myśleliśmy że nie żyje… Ale na szczęście wilk podjął jej zapach i ruszyliśmy tym tropem.- streścił krótko. Thorin uśmiechnął się. Zmęczona twarz wreszcie nabrała blasku.
-Cudownie chłopcy. Jestem z was dumny. Jesteśmy coraz bliżej.
Fili i Kili również się uśmiechnęli. Ukłonili się przed wujem i wyszli z Sali tronowej.
-Czemu nie powiedziałeś mu wszystkiego?-spytał Kili.
-Mianowicie czego?
-Że ślad się urwał i że Ivanne nie widziano w okolicy oraz o zniknięciu Derien.
-Nie chciałem go martwić. Widzisz jak on wygląda? A odrobina dobrych informacji pobudziła go do życia. Zapamiętaj bracie: Dobrych informacji jest zawsze mniej niż złych, dlatego trzeba się cieszyć, że w ogóle są.-rzekł Fili.-Jadę w delegacji dyplomatycznej do elfów. Jedziesz ze mną?
-Nie mam ochoty. Idę do ogrodu Az Kazam…pomodlić się.
-Od kiedy ty się modlisz?
-Od zawsze.-obruszył się Kili.
Flili przyjrzał się bratu.
-No dobrze. Niech ci będzie.
…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/
-Legollasie, w życiu się tak nie zawiodłem!-krzyknął Thranduil.
Młody elf spuścił wzrok.
-Ojcze, tłumaczyłem ci, że…
-Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenia! Jesteś najlepszym łucznikiem, księciem Mrocznej Puszczy i moim synem! Jak mogłeś do tego dopuścić?! O mało nie rozpętałeś wojny, a wiesz jaki jest Thorin! I doskonale wiesz, że ta dziewczyna jest jego córką! Dobrze, że książę Fili przyjeżdża  do nas w celach dyplomatycznych, to masz okazję naprawić swój błąd. A teraz idź.- Thranduil odszedł w stronę tronu.
-Nic nie rozumiesz! Matka by zrozumiała!-wykrzyknął powstrzymując łzy.
-Masz rację, nie rozumiem. Być może ONA by zrozumiała ale nie ma JEJ i musisz się z tym pogodzić.-powiedział cicho Thranduil i wyszedł z komnaty zostawiając Legollasa samego.
Młody elf westchnął cicho. Teraz wszyscy mówili, że to jego wina, jaki jest nieodpowiedzialny… Do tego ojciec i jego zachowanie. „Myśli że nie cierpię po śmierci matki? A to 10 rocznica jej śmierci…”-pomyślał ze smutkiem.
-Przecież nie chciałem żeby porwali Ivanne. To nie moja wina, naprawdę starałem się jak mogłem. Przeprosiłem i nic… Oczywiście, jedno potknięcie i jesteś beznadziejny. Ty byś mnie zrozumiała mamo…-mamrotał cicho pod nosem.-Dlaczego kiedy cię potrzebuję, nie możesz być przy mnie?-powiedział sam do siebie. Zdjął naszyjnik z szyi i otworzył go. W środku był portret jego mamy. Usiadł na podłodze i przycisnął go do piersi.-Mamo tak bardzo za tobą tęsknię… I tak bardzo potrzebuję.-szepnął, a łzy spływały mu po policzkach.
…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/
Derien spakowała rzeczy do dużej sakwy przytroczonej do siodła.
-Nie mogę bezczynnie siedzieć i patrzeć jak moja córka została porwana, prawda Gniadowłosy?-poklepała konia po boku. Wskoczyła na jego grzbiet i pogalopowała przez równiny. „Thorin chyba zrozumie-pomyślała-przekazałam wszystko Fillemu, on się tym zajmie.”
…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/…/../
Ivanne leżała w drewnianej bali. Ciepła woda doskonale łagodziła ból, siniaków, stłuczeń i innych zadrapań. Westchnęła cicho. Miała wystarczająco dużo czasu na rozmyślania. „Ciekawe jak tam ojciec i bracia? Pewnie bardzo się martwią. Musze się jakoś z nimi skontaktować.”-myślała gdy nagle ktoś walnął w drzwi. Przerażona podskoczyła.
-Zajęte!-warknęła.
-Ile można się myć?! Siedzisz tam od godziny!-powiedział wściekle białowłosy.-Jak za 5 minut nie wyjdziesz, wejdę tam i cię wyniosę.
-Dobrze już wychodzę!-spłukała piane z włosów i wtarła ręcznikiem, następnie się nim owijając. Otworzyła drzwi łazienki, rozejrzała się i popędziła szybko do pokoju.
-Co to za syf?!-usłyszała głos białowłosego. Nie krzyczał jednak. On w sumie nigdy nie krzyczy…
-Co się stało?- Ivanne stanęła za nim.
-Posprzątaj to.
-Ale tu nie ma co sprzątać!
-Jak to NIE MA?
-No nie ma.
-Śpisz na dworze.
-Ej no dobrze, już sprzątam!-weszła do łazienki .Wytarła podłogę, otworzyła okno i wylała na zewnątrz wodę z bali.
-I o co tyle hałasu?-mruknęła.
Poszła do swojego pokoju i przebrała się w suche ubrania, które przygotował jej białowłosy. Były trochę za duże ale najważniejsze, że były. Usiadła na łóżku i rozejrzała się po wnętrzu. Był nieduży, cały szary i stały w nim tylko kufer, stół, krzesło i łóżko.
-Warunki jak w krasnoludzkich koszarach.-stwierdziła na głos. Położyła się wygodnie i przymknęła oczy. Musiała chyba zasnąć bo obudziło ją pukanie do drzwi.
-Tak?
Do pokoju wszedł białowłosy.
-Robisz coś ciekawego?-spytał.
-Siedzę i myślę.
-To chodź ze mną.-Ivanne wstała i ruszyła za mężczyzną. Zeszli na dół po schodach i weszli do sypialni.
-Miałam nie wchodzić do tego pokoju…
-Bez mojej zgody. Możesz wejść.
Dziewczyna usiadła na krześle, a białowłosy naprzeciwko niej.
-Miałaś do mnie pytania.-zaczął.
Ivanne zastanowiła się/
-Kim jesteś?
-Wiedźminem.-odparł.
-Wiedźminem?-zapytała zaskoczona-Przecież wiedźminów nie ma…
-A kto ci to powiedział? Podręcznik  do historii?- spytał z nutą sarkazmu w głosie.
-Nie…tak…To nie ma znaczenia!- burknęła widząc jak się uśmiecha.
Wiedźmin westchnął.
-Jest coś jeszcze.
Ivanne zmierzyła go uważnie wzrokiem.
-C-co takiego?
-jestem twoim ojcem.

-Że jak?!

sobota, 17 maja 2014

Nieznana historia Śródziemia, Rozdział XIV: Niewola

Ivanne leżała związana na ziemi. Nie miała siły się ruszyć. Była otępiała z bólu. Najdotkliwiej odczuwała skaleczoną nogę. Reszta pozostawała obojętna. Próbowała zasnąć, ale bała się, że strażnicy znowu przyjdą. Po chwili usłyszała szept:
-Psst! Ej! Wszystko w porządku?
Ivanne podniosła głowę. Podbite oko ograniczyło jej pole widzenia, jednak zauważyła ciemny kształt sunący powoli w jej stronę. Cień usiadł przy niej i w słabym świetle dziewczyna ujrzała rysy nieznajomego. Wysoki, szczupły, ciemnowłosy chłopak, mniej więcej w jej wieku, przysiadł się ostrożnie obok. jego twarz wykrzywił potworny grymas bólu.
-Co ci zrobili?
-Jak to co? To co umieją najlepiej...
Chłopak westchnął ciężko.
-Jak ci na imię?-spytała.
-Eryk, a tobie?
-Ivanne.
-Ivanne z Ereboru?
-Tak, a co ci do tego?- odwróciła się i oparła o drzewo, do którego była przywiązana.
-No wiesz, wiele rzeczy o tobie słyszałem. Krążą różne plotki...
-I co z tego? Niech sobie gadają co chcą...Ludzie nic, tylko by kłamali i oszukiwali. Wiesz, dlaczego tu jestem? Za to, że jestem inna, rozumiesz? A za co zostałam ukarana? Bo chciałam się uwolnić!-po jej policzkach spłynęły łzy. Eryk niezręcznie ją przytulił.
-Nie wszyscy ludzie są źli...jest jeszcze parę osób, które cenią dobro...
Ivanne odsunęła się.
-Jesteś człowiekiem?
-Tak...Ale mój ojciec był czarodziejem.
dziewczyna nie odezwała się. Westchnęła.
-Ty też jesteś w niewoli?
-Nie, ale przychodzę tutaj, żeby...pomagam więźniom.-odpowiedział Eryk.
-Idź już...mnie i tak nie pomożesz...Idź.-Ivanne osunęła się na ziemię na tyle, na ile pozwoliły jej łańcuchy. Eryk patrzył na nią jeszcze chwilę. Pierwszy raz od paru lat coś w nim drgnęło. Serce zakuło go boleśnie w piersi. wstał cicho z ziemi i bezszelestnie ruszył w stronę zagajnika. Tam, miedzy drzewami przebrał się w czarny strój Nocnego Jastrzębia. Po chwili wrócił do obozowiska, ale nie jako "Eryk ratujący więźniów" tylko jako zabójca. Wszedł do namiotu dowództwa.
-I jak ci się powiodło Eryku?-spytał niski głos zakapturzonej postaci siedzącej za stołem.
-Zdobyłem jej zaufanie.-odparł krótko chłopak.
-Zatem oby tak dalej. Nie popełnię błędu z przeszłości teraz nam się nie wymknie.-mruknął sam do siebie.- Możesz już iść.
Eryk kiwnął głową i wyszedł. Czy na pewno dobrze robił? Pierwszy raz ogarnęły go takie wątpliwości. "Cholera, coś jest ze mną nie tak. Pewnie jestem zmęczony."-pomyślał i już miał iść do swojego namiotu, gdy nagle usłyszał krzyki. Ruszył w stronę źródła hałasu, którym okazała się Ivanne.
-Jak mogłaś?! Oszukałaś mnie! Jak mogłaś?! Zaufałam ci! Ty parszywa zdziro! Kazabrozh!(przekleństwo po krasnoludzku).
-Ivanne, ja...
-Zamilcz! Nie mów do mnie Ivanne! Dla ciebie jestem księżniczką Ereboru!
-Ivanne, zrozum...oni.-postać podeszła bliżej.
Białowłosa splunęła w jej stronę.
-Idź stąd! Kazabrozh. Nienawidzę cię!
-Christina, co tu się dzieje?-przerwał to zamieszanie jeden ze strażników.
-Nic...więzień...
-Jak to nic? Ślepy jesteś, ty bezmózga kaleko? Przecież więzień się szamocze!-zadrwiła Ivanne.
-Zamilcz psie!-strażnik uderzył ją ćwiekowaną rękawiczką w policzek. Po jej twarzy spłynęły strużki krwi.
-O, co za odmiana! Wczoraj było kundlu, dzisiaj psie, a jutro jak? Szczeniaczku?-dziewczyna drwiła dalej nie zważając na konsekwencje.
-Powiedziałem, zamknij się białowłosy mutancie!-strażnik kopnął ją brzuch. Splunęła krwią na jego buty.
-O jak mi przykro! To twoje nowe buty, prawda?
-Christina, idź po Nocnego Łowcę, bo zaraz nie wytrzymam...
-Może lepiej...
-Idź, jak ci każę!!!-Christina pobiegła szybko po dowódcę.
-Pewnie, leć wierna służąco, parszywy kundel na posyłki.-Ivanne dalej wrzeszczała na wszystkich.
Strażnik spoliczkował ją ponownie.
-Zamknij się, bo jak nie...
-Bo jak nie, to co?-niski, potężny głos zabrzmiał donośnie. Obóz umilkł.
-Mój drogi Edmundzie, o ile pamiętam, to JA jeszcze dowodzę w obozie i to JA stwierdzam kogo ukarać. Także WRACAJ do zajęć.-Nocny Łowca przysiadł przy Ivanne.
-Czyżby poprzednia kara była za łagodna?
-Możesz mnie bić ile chcesz, ale ja się nie poddam.- dziewczyna splunęła mu w twarz. otarł się rękawem. W środku gotował się ze złości. Nie dał jednak tego po sobie poznać.
-Taka jesteś pewna?-spojrzał jej prosto w oczy. Żrenice wiedźminki zwężyły się. Bez mrugnięcia odwzajemniła spojrzenie.
-30 batów.- rzucił polecenie i odszedł w stronę namiotu.
-Tchórz!-krzyknęła za nim. Przywiązano ją do pręgierza stojącego na środku obozu. Zaczął padać deszcz.
Usłyszała trzask bicza.
-1!-struga ogromnego bólu zalała jej plecy. Nie krzyknęła.
-2!- gorąco rozlało się po jej ciele.
-3!-poczuła ciepłą krew spływającą po skórze i deszcz łagodzący ból. Nie krzyczała. Nie szamotała się. I tak do końca kary.
-29!-łza spłynęła po jej policzku.
-30!-Nie czuła nic. Odwiązali ją. Słała się ledwo na nogach. Czuła jednak, że zdobyła szacunek obozu. Strażnicy nie ściskali jej ramion, tylko ostrożnie zanieśli do drzewa, gdzie została lżej przywiązana. Zapadła w męczący sen na jawie. "Kiedy to się skończy?"-przemknęło jej przez myśl. Coś jednak mówiło jej że już niedługo. "Pewnie już mnie szukają"-pomyślała, zasypiając.
.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../.../
-Jak to zgubiliście?!-wrzasnął jakże zazwyczaj spokojny król Ereboru.
-Wybacz mi, ale po prostu straciliśmy ją z oczu...książę Mrocznej Puszczy próbował ratować sytuację. Jednak to tylko pogorszyło sprawę.
-JAK TO STRACILIŚCIE JĄ Z OCZU?!-krzyknął Thorin. Przez chwilę Legollas miał wrażenie, że góra zatrzęsła się pod wpływem jego krzyku.
-Wuju? Co się dzieje?-Kili wbiegł szybko do sali tronowej. Za nim wkroczył Fili.
-CO SIĘ DZIEJE?! Wyobraź sobie, że POZWOLILI NA TO BY IVANNE PORWANO! Moja biedna, mała córeczka...A CO JEŚLI COŚ JEJ SIĘ STAŁO?!
-CO?! Porozmawiamy inaczej długouchy.-Kili podszedł do niego i przycisnął do ściany. Fili chwycił go za ramię.
-Poczekaj, załatwimy to inaczej.-spojrzał elfowi w oczy. Książę zadrżał. Spojrzenie było tak przeraźliwe, ze przebiegły mu ciarki po plecach. Tymczasem Fili zbliżył się.
-Jeśli cokolwiek jej się stało, nie ręczę za siebie. Jeśli choćby spadnie jej włos z głowy, jeśli zobaczę jakąkolwiek ranę na jej ciele, odczujesz to sto razy mocniej. A jeśli-wziął głęboki wdech i wydech- nie żyje, osobiście cie zabiję, tak abyś odczuł to najdotkliwiej jak tylko się da.-zimne, martwe oczy wpatrywały się w przerażonego elfa.
-Nie próbuj uciekać. Znajdziemy cie nawet na drugim końcu Śródziemia.- dodał Kili, głosem pozbawionym emocji.
-Naprawdę tego nie chciałem! Czy możecie to zrozumieć? To było celowe porwanie, inaczej wzięli by też mnie i moich ludzi.
-Idź stąd! IDŹ!-krzyknął Thorin, opadając bezwiednie na tron.
-Jeśli coś jej się stanie, to sobie tego nie wybaczę.-szepnął, ocierając łzę.
-Wuju...My...-Fili nie wiedział, co powiedzieć. pierwszy raz widział jak Thorin syn Thraina syna Throra, płakał. Nie wiedział za bardzo jak ma się zachować
-Wiemy  kto porwał Ivanne. To Nocne Jastrzębie, dowodzone przez Nocnego Łowcę. Siostra miała już z nimi do czynienia…-Kili niepewnie spojrzał na wuja.
-Wyślijcie zwiady, najlepszych tropicieli i jeźdźców Fernstoli.(To konie z kłami z przodu. Przypominają trochę dziki. Specjalna odmiana hodowana przez krasnoludy.) Niech przetrząsną każdy zakamarek Śródziemia. Mają mi ją znaleźć!-rozkazał Thorin.
…/…/…/…/…/…/
-Avis, mój biedny Avis…-mamrotała przez sen Ivanne. Nagle ktoś potrząsnął ją za ramię.
-Wstawaj.-powiedział znajomy głos. Ivanne otworzyła oczy. Zobaczyła Christinę.
-Zostaw mnie. Sama sobie poradzę.
-Ale sama się nie odwiążesz.
-Ha! Zaraz rzucę zaklęcie…
-Nie rzucisz. Widzisz to?-wskazała na klockowaty wisiorek zawieszony na szyi.-Wczoraj ci to założyli, żebyś nie rzucała zaklęć. Niestety nie mogę tego zdjąć. Jest jednak haczyk.Możesz kontaktować się telepatycznie.
-Po co mi to mówisz?-dziewczyna spojrzała na nią podejrzliwie.
Christina uśmiechnęła się.
-Bo wiem, że się uwolnisz i zdołasz uciec.-westchnęła.-Myślisz, że ot tak sama z siebie wróciłam tutaj? Nie. Powiedzieli że coś wam zrobią:Tobie, królowi i reszcie. Staliście się dla mnie rodziną. Nie chciałam tego. Ale powiedzieli, że jeśli im powiem gdzie jedziesz, to nic ci nie zrobią…
-Jesteś naiwna Christina. Nawet nie wiesz, jak bardzo.
-Być może.-uśmiechnęła się słabo. Rozwiązała jej więzy. Słuchaj, mam plan, ale na razie rób co ci każę.-szepnęła. Ivanne skinęła głową. Przeszły kawałek.
-Potknij się.
Ivanne upadła.
-Jak idziesz niezdaro!-wrzasnęła Christina.-Nic nie mów, tylko wstań.-poruszyła bezgłośnie wargami.
Ivanne posłusznie stała.
-Chodź szumowino.-kopnęła ją lekko.
-Dobrze pani.-dziewczyna zaczęła udawać.
Przeszły przez obóz. Christina wprowadziła ją do niewielkiego namiotu.
-Eryka już poznałaś, prawda?- w tym momencie czarnowłosy chłopak wyszedł zza kotary przegradzającej część namiotu.
Ivanne westchnęła.
-Błagam cię, ty też?
-Wybacz…Na początku owszem, byłem po stronie Nocnych Jastrzębi ale potem… Christina mnie przekonała, a raczej rzuciła pomysł… i… no wiesz.
Ivanne przeszła się po namiocie.
-To jaki jest plan?
-Na razie zachowujemy normalny ciąg dnia. Czyli siedzisz przywiązana, potem dostajesz resztki z obiadu. Wieczorem mamy przenieść obóz. Wtedy się uwolnisz. Oczywiście więzy będą poluzowane, co ci ułatwi ucieczkę.-wyjaśnił Eryk.
-Dlaczego mi pomagacie?
-Bo…sami pewnie się stąd nie wydostaniemy.
-A ty jesteś moją przyjaciółką, więc za wszelką cenę pomogę ci się stąd wydostać.-odparła Christie.
Ivanne zdobyła się na słaby uśmiech. Naprawdę mi pomożecie?
-Tak.
-To na co czekamy?
Rozpoczęli realizacje planu. Wieczorem jednak cos poszło nie tak. Ivanne przeniesiono w sam środek obozu, tak, że nie miała szans uciec. Tuż przy namiocie dowódcy.
-Na brodę Golgota, czy mogło być gorzej?-sapnęła Ivanne, siedząc przy wejściu do namiotu.
-Wprowadźcie więźnia!-rozkazał niski głos.
-Ale wasza mroczność, mieliśmy dzisiaj przenosić obóz.-rozpoznała głos Eryka.
-Ale zmieniłem zdanie. Dawaj ją tu!
Eryk wyszedł z namiotu i podszedł do Ivanne.
-Ile mam jeszcze czekać?
Eryk szybko odwiązał ją odwiązał i zdjął klockowaty naszyjnik z jej szyi.
-Biegnij.-poruszył bezgłośnie ustami. Ivanne pobiegła między namiotami w stronę lasu.
-JAK TO JEJ NIE MA?! WRRRR!!!-usłyszała krzyk Nocnego Łowcy. Nagle pojawił się przed nią strażnik z piką w dłoni.
-Zna…-miecz przebił jego gardło, z którego trysnęła krew. Ivanne odsunęła się szybko.
-No, jeden z głowy.-powiedział jej wybawca, wycierając błyszczącą klinge o skórzane spodnie. Przyjrzała mu się uważnie. Był wysoki, ubrany w ciemną kurtkę, spodnie i buty za kostkę. Twarz całkowicie zasłaniał kaptur. Rzucił jej okrycie.
-Weź to. Ukryj się pod tamtym zwalonym drzewem. Wrócę po ciebie.
-Kim jesteś? I czemu…
-Na pytania przyjdzie czas. Rób co mówię.-mężczyzna wziął pochodnię i zaczął podpalać namioty. Dziewczyna pobiegła do lasu i ukryła się za pniem drzewa. „Czy dobrze robię? Może to kolejny podstęp?Czy mam jakies inne wyjście?”-pytania krążyły w jej głowie. Po chwili mężczyzna wrócił.
-Chodź, zabiorę cię w bezpieczne miejsce.
Ivanne nie ruszyła się z miejsca.
-Nie, to nie.Za jakieś 30 min, wyruszy za tobą pościg a wtedy już możesz nie mieć takiego szczęścia.
-Kim jesteś?-spytała.
-Przyjacielem.-odparł ciągnąc za sobą konia.
-Czy mogę ci ufać?
-Sama odpowiedz na to pytanie.
Ivanne zagryzła wargi.
-Dokąd mnie zabierzesz?
-Zobaczysz.-gestem wskazał konia.-Będziesz jechała na koniu, pewnie jesteś zmęczona.
Ivanne skinęła głową i wdrapała się na grzbiet konia.
-Jak ma na imię?
-Płotka.
-No to ruczaj, Płotko.-ścisnęła delikatnie jej boki, po czym koń ruszył w drogę. Postać szła obok, a za nimi płonął obóz Nocnego Łowcy.



poniedziałek, 3 marca 2014

Nieznana historia Śródziemia, Rozdział XIII: Czas płynie...

Ivanne skończyła 18 lat. Wyglądając przez okno, rozmyślała nad swoim dzieciństwem. Co by było, gdyby jej nie porwali? Co by było gdyby Thorin jej nie uratował?
-Buu! Nad czym tak myślisz siostro?-Kili nagle wyskoczył zza filaru.
-A! Kili! Przestraszyłeś mnie.
-Co się dzieje Ivanne?-spytał podchodząc bliżej.
-Ech, nic takiego. Po prostu... Zastanawiam się, co by się stało, gdyby Thorin mnie wtedy nie uratował.-westchnęła.
-Niepotrzebnie się martwisz. No chyba, że żałujesz, że tu jesteś...-powiedział smutno.
Ivanne odwróciła się w jego stronę.
-Kili, jesteś najukochańszym bratem pod słońcem! Jak mogłabym żałować?-uśmiechnęła się. Udobruchany Kili przytulił siostrę. Po chwili odsunął się i uważnie jej przyjrzał.
-Wydoroślałaś...
Ivanne zarumieniła się. Kili mrugnął zawadiacko. Po chwili westchnął i odwrócił się do wyjścia. Zdążył jeszcze powiedzieć:
-Przygotuj się. Za pół godziny masz byś gotowa. Rozkaz Thorina.
Ivanne skinęła głową i otworzyła wielką szafę. Przejrzała rzeczy i w końcu wybrała długą, szmaragdową suknię z gorsetem i długimi rękawami. Poprosiła służącą o zaciśnięcie gorsetu. Służka posłusznie wykonała polecenie.
-Coś jeszcze pani?
-Christino, czy mogłabyś jeszcze pomóc mi się uczesać? Nie wiem, co zrobić z tymi włosami.-wskazała na długie do pasa włosy.
-Oczywiście pani.
Ivanne usiadła na taborecie, a tym czasem Christina zręcznie je rozczesała i splotła w duży kok z opadającymi z przodu kosmykami. Wpięła ozdobną klamrę i fryzura była gotowa. Ivanne z zachwytem spoglądała na siebie w lustrze.
-Jak to zrobiłaś? Moje włosy wyglądają cudownie!-wołała zachwycona.
-Cieszę się pani. Nauczyłam się tego... Jak jeszcze mieszkałam w domu z rodzicami.-odparła melancholijnie służąca.
-Naprawdę? Opowiedz mi o tym! I nie mów do mnie pani. Jestem Ivanne.-uśmiechnęła się przyszła następczyni Ereboru.
-Christina de Nevember.-przedstawiła się niepewnie służąca.
-de Nevember? To raczej rodowe nazwisko.
-Tak, pochodzę z rodu de Nevember panującym w królestwie Nemerolu. Moja historia jest dosyć skomplikowana...Ale jeśli chcesz pa...Ivanne, to ci opowiem.
-Bardzo chętnie.
-Mieszkałam z rodziną przy pałacu, ponieważ moja mama była nadwornym fryzjerem. Czesała królową, jej córki, hrabiów i innych bogatych ludzi. Robiła to najlepiej w królestwie. To od niej nauczyłam się rzemiosła. Myślałam, że odziedziczę ten fach po niej, lecz wtedy wydało się, że jestem dzieckiem z nieprawego łoża króla. Mój ojciec chętnie przyjął mnie do pałacu, lecz jego dwie starsze córki nie polubiły konkurentki do tronu.-westchnęła, po czym kontynuowała dalej.-Zorganizowały porwanie. Chciały mnie zabić i wtedy właśnie uratował mnie król Thorin. Poprzysięgłam mu wierną służbę i odtąd jestem w Ereborze.
-Jesteś księżniczką... Wybacz, powinnam się lepiej traktować bezwzględu na tytuł.-zawstydziła się Ivanne.
-Traktujesz mnie bardzo dobrze. Zadziwiająco dobrze jak na królewską córkę.
Roześmiały się, kiedy nagle wpadł Fili.
-No tak. Śmiechy-chichy a na sali wszyscy czekają. Chodź!-pociągnął siostrę za rękę. Szli szybko korytarzem. Fili stworzył drzwi i wepchnął siostrę do sali tronowej. Zachowując w miarę należytą postawę, Ivanne dostojnie kroczyła ku Thorinowi. Gdy już podeszła wystarczająco blisko, skłoniła się królowi.
-Szanownie zebrani goście! Witam was na uroczystości uhonorowania mojej córki tytułem księżniczki, u nas zwanej Ekslibren. Cieszę się, że tak licznie przybyliście na to spotkanie. Teraz odczytam zasługi, za jakie zostanie nagrodzona Ivanne.
Król odchrząknął, po czym podjął dalej:
-Ivanne z krwi Derien z rodu Serafinów i Geralta z Rivi. Z mojej krwi.-dodał po chwili.-Za liczną pomoc w obronie królestwa, ochronę i uratowanie życia władcy oraz następcom tronu, opiekę nad poddanymi oraz odkrycie ogrodu Az Kazam-tu zrobił teatralną pauzę.-Nadaję ci tytuł księżniczki Ereboru a więc jednocześnie stajesz się 3 w kolejności następczynią tronu królestwa Ereboru.
Tłum zaczął wiwatować radośnie. Każdy lubił Ivanne. Zwana "Cudownym Dzieckiem" ze względu na magiczne umiejętności, zawsze była chętna do pomocy. Nigdy zbyt dumna, nigdy zbyt zarozumiała. Zaczęła się uczta, wszyscy dobrze się bawili. Przyszedł czas na toast. Thorin zastukał w kieliszek. Sala umilkła.
-Wznoszę toast za...
Ivanne poczuła pulsujący ból głowy. Świat stracił kontury; zamigotało jej przed oczami. Upadła na chłodną posadzkę. Usłyszała tylko czyjś krzyk a potem zapadła ciemność.
Miękkie poduszki, czyjś dotyk na ramieniu, ciepło. Rozmowa. Zdenerwowany głos mężczyzny. Płacząca kobieta. Kroki. Ktoś westchnął. Otworzyła oczy i usiadła nerwowo na łóżku.
-Ivanne, wszystko w porządku?
-Nic ci nie jest?
-Kochanie?
-Siostro?
Ivanne rozejrzała się po komnacie. Wszyscy patrzyli na nią zdenerwowani...i przerażeni.
-Co się stało? Czemu tak się patrzycie?
-Ivanne...twoje oczy...-zaczął niepewnie Kili
-...wyglądają dość dziwnie.-dokończył za brata Fili.
-Co?!-dziewczyna podbiegła do lustra wiszącego nad komodą. Wrzasnęła ze strachu patrząc na wąskie źrenice.
-J-jak to się stało?-spytała odwracając się do zebranych.
-Zaczęło się od twojego omdlenia na uroczystości Ekslibren.  Przenieśliśmy cię szybko do komnat i wezwali medyków. To jednak nic nie dało. Byłaś pogrążona w dziwnym letargu, Derien próbowała przebić magiczną barierę, która cię otaczała. Bez skutku. Na szczęście się obudziłaś.-wyjaśnił zatroskany Thorin.
-Ile...ile byłam nie przytomna?
-Dwa tygodnie.-odpowiedziała Derien.-Na szczęście nic ci nie jest.
-Jak to "dwa tygodnie"?! -Ivanne nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.-Najpierw mdleję, potem po 14 dniach nagle się budzę, a do tego moje oczy są wąskie i płaskie...i dziwne.-stwierdziła z nutą sarkazmu w głosie.-Jak to nic mi nie jest?!
-Może okres ci się spóźnia...-mruknął pod nosem Kili.
-Wszystko słyszałam Kili. Bardzo zabawne. Ale nie martw się, z moją fizjologią wszystko w porządku.-parsknęła zdenerwowana próbując się uspokoić.
-Postanowiliśmy, że będziesz musiała pobierać nauki u elfów, żeby opanować magię zgromadzoną w tobie. Podczas twojej śpiączki zabiłaś dwie służące.-rzekł Thorin po chwili.
-J-jak to z-zabiła-am...-dziewczyna powstrzymała łzy.-Ale u elfów?! Co?! Nie ma mowy.
-Ivanne zrozum. to konieczne. Oni lepiej znają się na magii niż my. Thranduil chętnie przyjmie cie pod swoje skrzydła. A po za tym, ma młodszego syna.-dodała Derien uśmiechając się lekko.
-Mamo, czy ty mi coś sugerujesz?
-Nie, skąd.-Derien wywróciła oczami.
Ivanne westchnęła.-Kiedy mam jechać?-spytała.
-Przyjadą po ciebie. Cały orszak. Z księciem.-odpowiedział smętnie Kili.
-Bracie, nie martw się. To tylko elfy.
-Właśnie, elfy...-zniesmaczony odwrócił wzrok.
Ivanne próbowała się uśmiechnąć ale chyba nie za bardzo jej wyszło, bo Kili spojrzał na nią ze smutkiem na twarzy.
-Ile mam tam zostać?-próbowała zachować w miarę naturalny ton głosu.
-Rok, dwa lata...zależy od postępów w nauce.-rzekła Derien.
-Umrę. Aż dwa lata? Wykończą mnie psychicznie.
W tym momencie druidka nie wytrzymała i wybuchnęła ze złością:
-Przecież ty też jesteś elfem! Ja jestem elfem! Pogódź się z tym.
-O nie, nie. Jestem elfem tylko do połowy. A wychowywały mnie krasnoludy. Czyli jestem krasnoludem.-stwierdziła, z dumą unosząc głowę.
Derien załamała ręce. Fili i Kili zachichotali cicho, a Thorin szepnął z uśmiechem "Moja Krew".
Po dwóch dniach książę Legollas przybył do Ereboru. Został hojnie przywitany i ugoszczony. Ivanne dalej chodziła nadąsana i była nieuprzejma dla gościa. przykładowo, gdy książę Mrocznej Puszczy szedł korytarzem, niechcący wylała wodę z miski, a gdy wstawał od stołu, przez przypadek podłożyła mu nogę. Zachowywała się tak karygodnie, że w końcu Thorin musiał jej zwrócić uwagę. Ale i to nie pomogło.
Właśnie wracała wkurzona z sali tronowej, kiedy natchnęła się na Legollasa.
-Czego chc...Ach, czego życzy sobie wielki książę Mrocznej Puszczy?-spytała drwiącym tonem, kłaniając się nisko.
Legollas westchnął.
-Czemu mnie tak nienawidzisz?
-Nie wiem, pomyślmy...jesteś elfem?
-Ale przecież twoja matka...
-To inna historia. Należę do KRASNOLUDÓW bo to ONE mnie wychowały, rozumiesz? A teraz wybacz, muszę iść-skierowała się w stronę swojej komnaty.
Legollas ponownie westchnął.
W końcu wyjechali. Elfy cieszyły się świeżym powietrzem i piękną pogodą. Ivanne zażarcie klnęła pod nosem. Wjechali w las. Śpiew ptaków i delikatny szum wiatru nie zwiastował niczego złego. A jednak. W jednej chwili otoczyła ich grupa uzbrojonych wojowników. Nie byli to zwykli rabusie ani najemnicy. Ivanne  od razu poznała kim są napastnicy. Złowroga brosza zamigotała w słońcu ukazując symbol...Nocnego Łowcy. dziewczyna krzyknęła. Nie chciała znowu przejść tego piekła. Nie miał miecza, ledwie dwa drobne sztylety. Próbowała się bronić ale lekcje szermierki na nic się zdały. Żałowała, że nie zabrała Avisa.
Związali ją i wynieśli niepostrzeżenie z pola walki. ich taktyka polegała na odwróceniu uwagi elfów, co najwyraźniej im się udało. Elfy usłyszały gwizd i napastnicy szybko się wycofali. Legollas zdziwiony nadal czuwał gotowy na atak. Po paru chwilach schował miecz.
-Sierżancie, wszyscy są?
-Ym...tak, ale nie jest jedna zła wiadomość.
-Jaka?
-Księżniczka Ivanne zniknęła.
-Cholera, Thorin mnie powiesi.

Uwaga!

Przepraszam, że tak zwlekałam z wstawieniem nowego posta ale nie miałam czasu. Od teraz, posty będą dodawane regularnie, co 2 tygodnie.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Nieznana historia Śródziemia, Rozdział XII: Kim jestem?

Ivanne siedziała w sali tronowej. Patrzyły na nią czarne oczy domagające się wyjaśnienia.
-Tato...-zaczęła niepewnie.
-Gdzie nauczyłaś się tak walczyć?-spytał Thorin.
-No wiesz...Patrzyłam jak trenuje Kili i Fili... no i tak jakoś samo...
Krasnolud wstał zaskoczony.
-Tak jakoś samo?!
-No wiem, nie powinna byłam...
-Ivanne, ty masz talent do szermierki! Czemu nam wcześniej nie powiedziałaś?-zawołał Thorin przytulając córkę.
-Myślałam, że będę musiała zachowywać się jak inne dziewczyny w moim wieku, ale ja wolę walkę mieczem i łucznictwo...-stwierdziła Ivanne.
-Od jutra zaczynasz treningi.-powiedział. Po czym po namyśle dodał:-A i zapanuj nad swoim zwierzakiem.
Ivanne uśmiechnęła się i wybiegła radośnie z komnaty. Na korytarzu ujrzała Avisa wąchającego szklany wazon z kwiatami. Zwiastowało to kłopoty. Wazon przechylił się...
-Avis nie!-wrzasnęła dziewczyna próbując złapać wazon. Udało się jej w ostatniej chwili.
-Avis!
"No co?"-wilk kontaktował się z nią telepatycznie.
-Co ty wyprawiasz?! To ulubiony wazon Thorina! Wiesz, co by było, gdyby...
"Byłoby zabawnie. Haha...Już to sobie wyobrażam:"Ivanne, tyle razy ci powtarzałem..."Haha."-szczeknął, co oznaczało, że się śmieje.
-To nie jest zabawne!- Ivanne musiała wysoko zadrzeć głowę by spojrzeć mu w oczy.
"Dla mnie-bardzo."
-Jesteś nieznośny, wiesz?!
"Wiem."
Ivanne tupnęła nogą i pociągnęła ogromnego wilka za sobą. Wepchnęła go do swojej komnaty i westchnęła, patrząc na bałagan w pokoju.
-Coś ty narobił?
"Tym razem to nie moja wina. To tobie wczoraj nie chciało się sprzątać. A ja ci mówiłem, że..."
-Dobra, zamilcz.
Avis szczeknął rozbawiony, po czym ułożył się przy kominku obserwując jak Ivanne próbuje zaprowadzić porządek. Po niecałych 20 minutach pokój wyglądał znośnie. Wtem ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.
Kili wszedł jak zwykle czymś zadowolony. Po chwili roześmiał się widząc potarganą siostrę leżącą ze zmęczenia na łóżku.
-Z czego się śmiejesz?-wysyczała przez zęby.
-Znowu robiłaś porządki?-spytał roześmiany Kili.
Ivanne przewróciła oczami.
-Czego chcesz?
-Jedziesz z nami na polowanie? Znaczy ze mną i Filim.-odpowiedział Kili.
-No dobrze. Za...
-Czekamy na dole.-powiedział krasnolud i zamknął drzwi. Ivanne ponownie westchnęła. Ubrała się w swój czarny, obcisły strój i związała długie, białe włosy w kitkę. Zarzuciła łuk i kołczan na plecy, a mały miecz przypięła u pasa.
-Chodź Avis.
Wilk podniósł się i podreptał za nią do stajni. Bracia już na nią czekali. Ivanne rozejrzała się.
-Gdzie są konie?
-Hm... I tu właśnie jest problem. Zostały tylko dwa.-stwierdził Fili.
-A co z resztą?
-Reszta...No cóż, jakaś potyczka na północy, czy coś. Ale zaraz!-Kili dostał olśnienia.-Twój wilk...pies...Wilk jest na tyle duży, że możesz na nim jeździć!-podszedł do Avisa i zaczął go głaskać.-Prawda psinko?
"Zabierz go, bo odgryzę mu rękę."
-Kili przestań. Na pewno to dobry pomysł?-Ivanne miała wątpliwości.
"Nie będę robił za konia."
Spokojnie.-posłała mu znaczące spojrzenie. Kili wziął siodło i zarzucił na grzbiet Avisa. Wilk warknął ale nie zrobiło to żadnego wrażenia na krasnoludzie. Tak wyruszyli na polowanie, które nie było zbyt owocne. W połowie drogi zastał ich rzęsisty deszcz, przez co zwierzęta pochowały się po całym lesie. Nadomiar złego po ulewie obudziły się komary, które towarzyszyły im przez całą drogę powrotną. Pogryzieni i w nie najlepszych nastrojach wrócili do domu. Przechodząc koło pokoju druidki, Ivanne zauważyła niezamknięte drzwi. Wiedziała, że nie powinna podsłuchiwać, ale w końcu ciekawość zwyciężyła. Powoli podeszła do drzwi. Ostrożnie wsunęła głowę przez szparę i krzyknęła. Derien zamarła zaskoczona nagłym krzykiem. Oprzytomniała, pociągnęła dziewczynę do środka i zatrzasnęła drzwi.
-Nie krzycz, zaraz wszystko ci wytłumaczę.
-Aaaa!
-Proszę, cicho.
-A...-zamilkła Ivanne. Z przerażeniem patrzyła na białe włosy driudki do połowy pokryte czarną farbą.
-Ty...farbujesz włosy?!-zdołała w końcu wykrztusić.
-Tak...Ich naturalny kolor to biały jak u ciebie. Nie przypadkowo zresztą.-dodała cicho ale Ivanne i tak usłyszała.
-Co to znaczy "nie przypadkowo"?-spytała nieufnie.
Derien westchnęła.
-No wiesz...Obie mamy białe włosy, zielone oczy i bliznę na ramieniu-to mówiąc odsłoniła lewe ramię.-Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale...jestem twoją mamą.
Ivanne poczuła, że mdleje.
-To niemożliwe...-usiadła na krześle.-Czemu mi nie powiedziałaś?!-zawołała z wyrzutem.-Czemu?! Czemu nie powiedziałaś, że jesteś moją matką?!
Druidka zmieszana, przykucnęła koło niej.
-Widziałam jak pokochałaś Thorina, Killego i Fillego...Zastąpili ci rodzinę, której nigdy nie miałaś. Nie chciałam odbierać ci szczęścia.-westchnęła ponownie odwracając wzrok.
-Ale jak to się stało, że nic nie pamiętam?! Nie pamiętam ciebie, ojca? Tylko niewolę u Nocnego Łowcy.-dziewczyna domagała się wyjaśnień. Derien spojrzała jej w oczy.
-Zacznę od początku. Gdy byłam młoda i pełna żądzy przygód, opuściła swoje rodzinne miasto Torvender-po naszemu Elfią Twierdzę.-widząc zakłopotaną minę dziewczyny, odsłoniła spiczasto zakończone ucho. Po czym podjęła dalej.-I udałam się na zachód do innego miasta kontynuując naukę. Po napadzie na twierdzę, ruszyłam dalej szukając przygód. I spotkałam twojego ojca.-uśmiechnęła się na to wspomnienie.-Oczywiście rannego. Zaopiekowałam się nim. Zbliżyliśmy się do siebie. I... no cóż.
Ivanne skrzywiła się
-Bez szczegółów.
-No wiesz co? Cięty język masz na pewno po nim.
-A gadatliwość po tobie...mamo.
-No dobrze, wracając do opowieści. Cóż, oboje byliśmy pewni, że nic się nie wydarzy jak wiesz wiedźmini są sterylni. Ale niedługo potem dostrzegłam charakterystyczne objawy. Zaniepokoiliśmy się. Twój ojciec postanowił ze mną zostać i poczekać na dalszy rozwój wydarzeń. Urodziłaś się już po 5 miesiącach co było dość dziwne. Wyglądałaś i zachowywałaś się jak ludzkie dziecko, ale rosłaś zdecydowanie szybciej. Twoje oczy natomiast, przypominały szparki, na szczęście okazało się to chwilowe. Po za tym byłaś niewiarygodnie zwinna i bardzo mało jadłaś. Wkrótce twój ojciec nas opuścił i wtedy zdarzył się wypadek. Spałyśmy, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Zaczęłaś płakać, postanowiłam nie otwierać... i to był błąd. Wpadli uzbrojeni po zęby, złapali cię i związali, krzyczałam i szamotałam się byle tylko cię uwolnić. Na próżno próbowałam czarów i sztuczek, byli chronieni jakąś barierą. Dostałam w tył głowy, zemdlałam. Gdy się ocknęłam już ich nie było. Zero śladów i zniszczeń. Mimo to ruszyłam na poszukiwania, ale przepadłaś jak kamień w wodę. Kontaktowałam się z twoim ojcem lecz on też nie mógł cię znaleźć. Wciąż jednak miałam nadzieję.-zakończyła opowieść, uważnie przyglądając się córce.
-Ale kim jest mój ojciec?
-A słyszałaś może o Białym Wilku?
-To niemożliwe.
-A jednak.
Ivanne zamyśliła się.
-Ale dlaczego nic nie pamiętam?
-Tego nie potrafię wytłumaczyć. Sądzę, że wśród nich był czarodziej, to by tłumaczyło bariery ochronne. Ale nie mam pewności.
Ivanne wstała i wyszła z pokoju. Na moment odwróciła się i powiedziała:
-Nie gniewaj się, ale... na razie nie będę mówić do ciebie "mamo". Daj mi trochę czasu. Aż przywyknę kim jestem.
Szła korytarzem wciąż zadając sobie pytanie.
-Kim jestem?
Wchodząc do pokoju wpadła na Avisa. Lecz zamiast go skarcić, że znów leży pod drzwiami, pogłaskała go i usiadła na łóżku.
"Co się stało Ivanne?"
"Kim ja jestem Avis?"
"Według twojej matki-wspaniałą córką, według twoich braci-ukochaną siostrą, według Thorina-upragnionym dzieckiem. A według mnie-cudowną przyjaciółką.
"Hm. Za wysoko mnie cenisz."
"To moje zdanie."
Na to Ivanne nie znalazła odpowiedzi. Postanowiła zasnąć. Tuż przed zapadnięciem w sen, uświadomiła sobie:"Już wiem kim jestem. Jestem sobą. Jestem Ivanne z Ereboru."

wtorek, 5 listopada 2013

Nieznana historia Śródziemia, Rozdział XI: Uratować najbliższych

Ivanne powróciła do zdrowia. Kili natomiast, planował odbicie Thorina i Fillego. Miał dużo pracy, w czasie nieobecności króla, to on musiał się wszystkim zajmować. Gdy podczas jednej z narad odkrył, że Ivanne ma talent strategiczny, powierzył jej planowanie uratowania brata i wuja.
Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.-powiedział Kili.
Ivanne weszła do środka.
-Już wszystko zaplanowałam.-powiedziała zadowolona, pokazując zapisany pergamin. Kili uśmiechnął się. po chwili zmarkotniał.
-Oni mogą być wszędzie! Albo już nie żyją... Dzisiaj mija trzeci dzień.
-I tu się mylisz! Przeprowadziłam zwiad i z tego co wiem...
-Kto ci pozwolił?! Mogło się coś stać! A po za tym to...-krzyczał wkurzony Kili.
-Spokojnie! Wysłałam dwóch najlepszych zwiadowców z Nocnej Straży i wrócili wczoraj z takimi wiadomościami: warta pełniona jest od zmroku do północy, brak tylnej straży, więźniowie siedzą w jaskini strzeżonej z czterech stron od wschodu, zachodu, północy i południa.- wyjaśniła Ivanne, pokazując mu dokładne miejsca na mapie. Kili patrzył na nią zszokowany. Opamiętał się jednak i stwierdził:
- Trzeba zwerbować Nocną Straż.
-Yyyy... To też już zrobiłam.- powiedziała, odgarniając biały kosmyk włosów za ucho.
Kili przewrócił oczami.
-Ilu?
-35.
-Tak mało?
-Więcej będzie rzucało się w oczy. Po za tym większość załatwimy strzałami.
-Ale nie wszystkich. W tych 4 punktach - Kili wskazał na mapie-będziemy musieli się podkraść.-Zastanowił się chwilę.-A ilu jest więźniów?
-10.
Kili w zamyśleniu podrapał się po brodzie.
-Nie chcę cię narażać, ale...
-Mogę iść z wami? Proszę!
-No dobra... Zabierzesz więźniów, tą drogą.- przesunął palcem po mapie.-Tylko...bądź ostrożna.-dodał patrząc w jej zielone oczy.
-Jasne, że będę.-Ivanne uśmiechnęła się i wybiegła z komnaty.
Wyruszyli nocą. Zaczaili się w krzakach, przy jaskini. Około północy warta zeszła z posterunku.
-Droga wolna.
Ostrożnie, prawie bezszelestnie szli leśną ścieżką. Nagle usłyszeli trzask gałęzi. Odwrócili się szybko. Ujrzeli białego, ogromnego wilka, tak wielkiego jak warg. Wilk warknął wściekle i obnażył kły, które błysnęły w ciemności. Ivanne powoli podeszła do niego, cały czas patrząc mu w oczy i szeptając:
- Fricai onr ek eddyr.-wyciągnęła rękę i pogłaskała go.
-Ivanne, co ty robisz?!- szepnął przerażony Kili.
-Cii!-pogładziła jego białą sierść.-Avis, spokojnie. To przyjaciele.
Wilk popatrzył na wszystkich i polizał rękę Ivanne.
-Dobra...rozdzielmy się. Ty tu na razie zostań Ivanne.-szepnął Kili.- Podzielimy się na 5 grup, każda po 7 osób. Wy na wschód, wy na zachód, wy na północ, wy na południe. A wy - wskazał na ostatnią siódemkę. - ubezpieczacie nas.
Po niecałych 20 minutach, Ivanne dostała znak, że może ruszać. Wbiegła prędko do jaskini. Oświetliła drogę zaklęciem. Avis cały czas jej towarzyszył. Weszła do ogromnej sali. Rozejrzała się. Więźniowie stali skuci pod ścianą. Po środku stał warg z jeźdźcem. A na nią właśnie ruszyła czwórka strażników. Wyjęła krótki miecz. Ostrze zabłysło. Podbiegła do przeciwników. Sparowała cięcie i zadała pchnięcie. "Jeden z głowy."-pomyślała, blokując następnego i wyprowadzając fintę. Drugi trup. Okręciła się błyskawicznie i pozbawiła głów kolejnych przeciwników. Podeszła do ściany i uwolniła całą dziesiątkę.
-Thorin, Fili!
-Ivanne!-uściskała ich serdecznie.
-Uważaj!-krzyknął Thorin zasłaniając ją swoim ciałem. W tym momencie Avis skoczył i jednym uderzeniem łapy powalił jeźdźca, następnie wgryzając się w szyję warga, rzucił nim o ścianę.
-Co to jest?!
-Później wam wytłumaczę, zaraz będzie ich więcej.
Wybiegli z jaskini i dali znak Killemu. Po 15 minutach byli już w Ereborze. Nikt nie zginął i nikt nie został ranny. Pozostali więźniowie zamieszkali w Ereborze.

poniedziałek, 9 września 2013

Nieznana historia Śródziemia, Rozdział X: W poszukiwaniu lekarstwa

Niestety stan Ivanne się pogarszał. Elena i Derien robiły co mogły, jednak to wciąż było za mało.
-Jeśli tak dalej będzie, ona umrze.-powiedziała Derien.
-Trzeba powiedzieć Thorinowi.-stwierdziła Elena.
-Ale wiesz jak on zareaguje. Nie zgodzi się.-rzekła druidka.
-Nie będzie miał wyboru. Tu chodzi o jego córkę.-odrzekła Elena. Poszły do komnaty królewskiej.
-Co?! NIE ZGADZAM SIĘ! Nie ma innego lekarstwa?!- wykrzyknął słysząc o pomyśle przyjaciółek.
-Nie, nie ma! Zrozum, jeśli ich nie poprosisz, ona umrze!-sprzeczała się Elena.
-Genialne. Prosić o pomoc elfy.-odparł sarkastycznie.
-Nie wiesz, bo nie spróbowałeś. My się tu kłócimy tracąc cenny czas, który ty-Derien wskazała na niego palcem-mógłbyś przeznaczyć jadąc do Mrocznej Puszczy.Po chwili dodała ciszej- Thorinie, zrozum. Jeśli dalej będziesz zwlekał, twoje Słoneczko już nie rozbłyśnie.- i wyszła.
-Ona ma rację.-zgodziła się Elena, również wychodząc. Thorin został sam. "W sumie o co ja się kłócę? Jak mi nie dadzą tego lekarstwa odbiorą mi je siłą."-pomyślał i ruszył do stajni. Po drodze zawołał Fillego i Killego. Jechali we trójkę. Podążali leśną ścieżką pędząc w szalonym galopie. Słyszeli tylko tętent kopyt i swoje przyspieszone oddechy. Wiatr dzwonił im w uszach, jesienne liście szeleściły. W oddali majaczyła się potężna strażnica. Nim zbliżyli się do niej, zatrzymała ich nagle grupa uzbrojonych elfów.
-Podajcie swoje imiona.-powiedział jeden z nich.
-Podaj swoje a poznasz moje.-odparł zadziornie Kili.
-Uspokój się, nie mamy na to czasu.-upomniał go Thorin.-Jestem Thorin Dębowa Tarcza, Król pod Samotną Górą, a to moi siostrzeńcy Fili i Kili Książęta pod Samotną Górą.
Elf zmierzył ich wzrokiem. Po chwili jego oblicze rozjaśniło się i odpowiedział już spokojniej:
-A zatem witajcie w Mrocznej Puszczy. Jestem Drayen, Dowódca Leśnej Straży. Chodźcie za mną, zaprowadzę was do króla.- to mówiąc ruszył przed siebie, stąpając bezszelestnie.
-A co ze zwyczajem zawiązywania oczu?- wtrącił się Fili.
-Owszem, stosujemy go nadal. Jednak wy i tak trafilibyście tutaj z powrotem. Po za tym zaszliście aż pod Strażnicę.-po chwili mruknął sam do siebie.-Chyba muszę zmienić wartę.
Ruszyli dalej. W końcu doszli do ciemnej groty. Drayen wyszedł naprzód. Czekali na niego dłuższą chwilę. Gdy wrócił, w dłoni trzymał jasną,dużą kulę zawieszoną na drążku.
- Co to jest?- wyrwało się Killemu.
-To odpowiednik waszej lampy.
Szli ciemnymi korytarzami. W końcu weszli do sali tronowej. Ciężkie dębowe drzwi ustąpiły cicho.
-Wasza wysokość, król Thorin Dębowa Tarcza i jego siostrzeńcy.- oznajmił ciemnowłosy elf.
-Co was do mnie sprowadza?-spytał Thranduil.
-Na uprzejmości nie mam czasu...Potrzebuję lekarstwa o nazwie Endoris, które może uratować moją córkę.-wyjaśnił szybko Thorin.
-Hm...To lekarstwo jest trudne do przyrządzenia i... dlatego ma swoją cenę.- król elfów uważnie spojrzał na Thorina.
-Zapłacę każdą cenę, tylko daj mi to lekarstwo!!!-wykrzyknął oburzony krasnolud.
-Nie tym tonem Thorinie synu Thraina! Nie nadużywaj mojej cierpliwości! Jeszcze jedna taka zniewaga, a już nie będziesz moim gościem, lecz więźniem.-powiedział zirytowany elf.
Thorin upadł na kolana i ukrył twarz w dłoniach. Westchnął ciężko z bezsilności. Thranduil był zdziwiony. Nigdy jeszcze nie widział krasnoluda w takim stanie. Fili i Kili z troską przyglądali się wujowi.
-A więc sytuacja jest poważna.-rzekł elf.
-Błagam, oddam ci wszystko, skarby Ereboru, Arcyklejnot, wszystko! Tylko proszę, daj mi to lekarstwo.-powiedział błagalnie Thorin, wstając. Thranduil zawahał się.
-Nie, nic od ciebie nie chcę. Widać, że dziecko jest ci bardzo drogie, skoro poświęciłbyś Arcyklejnot, żeby dostać lekarstwo.- to mówiąc, wręczył mu małą, fioletową fiolkę.-Powinny wystarczyć trzy krople.- Po czym dodał jeszcze.-Moi strażnicy zaprowadzą cię do końca lasu. Bądź pozdrowiony Thorinie Dębowa Tarczo i niechaj sprzyja ci szczęście.-rzekł na pożegnanie.
-Tobie również Thranduilu, synu Orophera i niechaj gwiazdy nad tobą czuwają.-pożegnał go Thorin. Drayen odprowadził ich do krańca Mrocznej Puszczy.
-Tu nasze drogi się rozstają. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.-powiedział elf.
-Ja również mam taką nadzieję.-odparł Thorin i spiął konia, ruszając do Ereboru. Gdy odjechali kawałek Kili nie mógł się powstrzymać, żeby nie spytać:
-Przecież nie lubisz elfów. Jakim cudem się z nimi pogodziłeś?
-Trzeba pokonywać własne słabości i kształtować swój charakter.-odrzekł na to Thorin. Narazie jechali kłusem, gdyż ciężko im było manewrować między drzewami. Nagle usłyszeli głośny warkot.
-Orkowie! Musimy przyspieszyć!
W końcu wyjechali na otwarty teren. Zaczęli poganiać swoje wierzchowce, lecz orkowie byli coraz bliżej. Thorin rzucił Killemu drogocenny flakonik z lekarstwem.
-Kili! Ja odciągnę ich uwagę, a ty zanieś to prosto do domu! Nie zatrzymuj się! Fili pójdzie z tobą!
-Nie wujku! Pomogę ci! Będę tylko obciążał Killego-krzyczał Fili.
-Niech będzie. Na trzy...1...2...3! Teraz!-wykrzyknął Thorin i razem z Filim ruszyli w stronę nadciągających wargów. Kili wykorzystał okazję i popędził w stronę Ereboru. Na szczęście zdążył na czas i udało się uratować Ivanne.Następnie oboje zajęli się ratowaniem Thorina i Fillego, ale to już w następnym rozdziale.